Madamagda, raz jest lepiej raz gorzej, można powiedzieć że na ogół poprawnie, choć od jakiegoś czasu czuję się traktowana jak stara kanapa czy lodówka w domu - w zasadzie pełniąca różne funkcje użytkowe. Chyba wynika to z tego, że M ma tutaj kilku kolegów w wieku mocno średnim (ok. 50), którzy są mocno znudzeni swoimi żonami i szczerze mówiąc nie do końca je szanują. A co poniektórzy to i na panienki sobie wyskoczą


W każdym razie najpierw mi wczoraj dokuczył (chodziło o to, że powiedziałam moim zdaniem coś pozytywnego na temat jego starszego syna, oczywiście zostałam za to standardowo zaatakowana słownie), oczywiście potem uważał że nic się nie stało, a później ok 19 wyszedł na imprezę pożegnalną do kolegi który odchodzi z firmy. Ja sobie wieczorkiem trochę pochlipałam, że mam niedobrego chłopa który mnie nie docenia i dokucza.... a potem obejrzałam coś w telewizji i poszłam spać. Obudziłam się o 4.20 a jego nie było... Postanowiłam zadzwonić, próbowałam 5 razy, nie odbierał. Wrócił do domu o 6 rano.....


twierdząc, że w końcu siedzieli u tego kolegi we dwóch, oczywiście był jakiś alkohol, no i gadali sobie i przysnęli. Jak dla mnie, niestety, przegiął maksymalnie.
Zwykle wracał z takich wyjść ok 1-2.
Pomyślałam sobie że jeżeli jeszcze mnie wnerwi, to poproszę ojca, który mieszka w moim mieszkaniu, żeby ładnie odnowił i wysprzątał, i zamiast do teściów przeprowadzę się z Maksem do siebie. Zaczynam mieć dość. Jak mam się użerać z pasierbem, teściową i mężem, to wolę chyba tylko z ojcem, który też jest trudny ale za to jeden.