Hejka,
wczoraj miałam zakręcony dzień, który zaczął się od samego rana. Rano miałam USG, pomyliły mi sie godziny. Rodzinka miała pobudkę już od 5 rano, bo musielismy wyrobić się szybko z rana, odstawić Amelkę do przedszkola, a potem mąż mnie wiózł na USG. Gdzieś w nowe miejsce, więc zeby nie stresować się z rana, poprosiłąm męża żeby mnie tam zawiózł. No i na miejscu problem, bo nie umieliśmy dostać się do środka budynku. Obeszliśmy wkoło CH Promenada. Na naszego niefarta zaczęliśmy wbijać się do budynku od nie tej strony i dlatego dobjaliśmy się od drzwi do drzwi aż w końcu trafiliśmy do tych właściwych. Na miejscu Pani w rejestracji uśmiadomiła, mnie że na wizytę jestem umowiona nie na 7:40 a na 8:40 wrr...na szczęście dr przyjął mnie bo nie było jeszcze pacjentki, która już powinna być (fart!).
Na badaniu USG dr nie mógł przeprowadzić USG z przepływami bo okazało się, że jest stary sprzęt, że dopiero nowy będzie za kilka dni. Pan dr bardzo się starał i na tyle ile mu się udało tyle zrobił. Wyszło, że młody waży 3316g (klocuś!) i że wszystko jest ok.
Po badaniu mąz odwiózł mnie do domu a sam pojechał do pracy. Po południu miałam wizytę u gina. Tym razem już ja jechałam samochodem. Amelkę odebrałam z przedszkola i pojechałyśmy do BlueCity. Tam mąż "przejał" Amelkę, poszli do Inca Play a ja poszłam na wizytę. Lekarz nie umiał znaleźć mojej szyjki, więc mnie trochę wymęczył i nie było to zbyt przyjemne. Po badaniu nie krwawiłam. Lekarz stwierdził, że chce zobaczyć moją szyjkę ale musimy poczekać na USG. Poprosił, żebym przyszła za jakieś 2h. Więc poszłam do męża i córki i siedzielismy sobie w Inca Play a Amelka szalała w kulkach i na karuzelach.
Po 2h wróciłam do lekarza. Sprawdził mi szyjkę. Ma 4cm i jest ok. Wszystko pozamykane, zero śladów żeby coś się miało zacząć.
Dostałam skierowanie na wcześniejszą hospitalizację.
Jeszcze wczoraj po wizycie ostatecznej poszliśmy do Smyka, kupić jakąś kieckę Amelkę na komunię, bo chrześniak mojego męza (syn mojego brata) ma komunię, ale ja nie jadę bo to trasa ponad 350 km, więc ja zostaję w domu a mąż z córką pojadą nas reprezentować.
Także w domu byliśmy o 21:00 i szczerze mówiąc wszyscy padliśmy jak kawki.
Rano wstać nie umiałam. Spałyśmy z Amelką do 8:00 jedynie mąż musiał rano wstać i słyszałam że o 5:30 wychodził do pracy.
Dzisiaj znowu jadę na USG, bo gin jeszcze dał mi pilne skierowanie na USG, zeby zrobić echo serca dzidziusia i przy okazji przepływów, których wczoraj się nie idało zrobić. Pewnie dzisiaj znowu wrócimy późno do domu, ale przynajmniej dzisiaj tylko 1 wyjazd, a nie tak jak wczoraj dwa wyjazdy. Z czego po rannym wyjeździe jak wróciłam do domu to zasnęłam.
Jakiś czas temu pisałyście, że macie różne odruchy na zapachy. Mi też się poprzestawiało i bardzo mi pachną spalenizny samochodów

Zwłaszcza mojego Focusa, jak go zostawiam na chodzie, zeby zamknąć bramę wyjazdową to mi tak paaaaaaaaaaaaachnie

I uwielbiam wąchać płyny do prania. Ah....one tak pieknie pachną

Woolite perła jessoooo jak to pieknie pachnie zwłaszcza w tej czerwonej butelce, Lovele jakbym mogła to wypiła

Porypało mi się na maxa z tymi zapachami
Wracając jeszcze do indukcji porodu. To znalazłam swój wypis z poprzedniego porodu i dostałam olśnienia, ze ja włąśnie poprzednio przeszłąm indukcję porodu. Wydawało mi się, ze to jest normalny poród, ale teraz już jestem mądrzejsza i wiem, że nie. Dlatego miałam takie komplikacje poporodowe. Wówczas zgłosiłam się na IP bo odeszły mi wody, ale nie miałam skurczy ani rozwarcia. Potem doszło do rozwarcia 3 cm i koniec jak stanęło tak stanęło. O 7:30 odeszły mi wody a oksytocynę zaczęli mi ładwoać koło 15:00. Mam wpisane, że miałam farmakologoczną stymulację czyności skurczowej oksytocyną. No i po tym porodzie miałam pęknięcie szyjki macicy, krwotok, potem niedokrwistość więc przetoczono mi 2j krwi, miałam krwiaka, którego usunięto chirurgicznie ... więc chyba już wiem jak ta indukcja wygląda i jakie mogą być powikłłania. Tak sobie myślę, że teraz powinnam przejść poród lepiej, bo w końcu "zaliczyłam" tą gorszą wersję porodu
izuś, jak trzymam dietę, to cukry są ok i są opanowane. Jak nie trzymam diety to odrazu widać po odczycie. Teraz właśnie zeżarłam całego zająca wielkanocnego, kilka cukierków kinder i loda. A teraz mam wyrzut sumienia i jest mi niedobrze :/ Wstyd, wstyd, wstyd esh....
Wichurka powodzenia!