reklama

mamusie grudniowe:)

...a mam pytanko do dziewczyn które juz urodziły swoje kochane maleństwa czy to prawda że szycie to najbardziej boli i czy to prawda jest bo z kim rozmawiam to każdy mówi że szycie jest najbardziej bolesne,jak to jest na prawdę dziewczyny????
ja na chwilkę wychodzę do sklepu ale za raz tu wracam i z ogromna niecierpliwością czekam na odpowiedz
Buziaki
 
reklama
dzięki dziewczynki za pocieszenia, a ja i tak w dole siedzę, bo mnie perspektywa Roni przeraża - identycznie miałam z Alą i boję się że tym razem będzie to samo....
Nieistotna - ja bym ci ZJADŁA Filipka normalnie albo porwała na koniec świata, więc leiej nie ryzykuj...:-D
agnieszka- ja z szycia pamiętam drobne ukłucie (znieczulenie) i wyjodynowanie pochwy od wewnątrz - ajjj... piecze. A poza tym mnie guzik obchodziło, co ze mna robią, mogli mi wtedy dać łopatę i przekopałabym hektar pola tyle miałam energii i dobrego humoru. To był pryszcz.
 
Agnieszko - szycie jest w znieczuleniu, więc raczej nie czujesz. To znaczy - ja tak miałam... nic nie czułam szycia. To przy pierwszym dziecku, teraz nie byłam nacinana /Boże... dzięki ci za to!!!/
Potem boli... siadanie.../tylko na poduszce.../, robienie siusiu... a o kupce można tylko pomarzyć... jak się śmiejsz czy kaszlesz, to czujesz każdy centymetr swojego krocza... ale mimo, że wiesz, że nic ci się nie stania, to i tak martwisz się, żeby ci szwy nie puściły... potem jest ściąganie szwów... u mnie było to bardzo nieprzyjemne... bolesne... ale do przeżycia... potem to już z górki...
Agnieszko - nie stresuj się!!! tyle kobiet rodzi i funkcjonuje przed, w trakcie i po szwach...
 
agnieszka- ja z szycia pamiętam drobne ukłucie (znieczulenie) i wyjodynowanie pochwy od wewnątrz - ajjj... piecze. A poza tym mnie guzik obchodziło, co ze mna robią, mogli mi wtedy dać łopatę i przekopałabym hektar pola tyle miałam energii i dobrego humoru. To był pryszcz.

Ja mogłam Mount Everest zdobywać tyle miałam energii w sobie!!! Mówię o pierwszym porodzie, bo tam mnie szyli... a jak potem ze szwami funkcjonowałaś? Bo ja generalnie normalnie... tylko że ciągnęło mnie tam... no i te traumy ze zrobieniem kupki...

Dita - nie łam się... doczekasz się!!!
 
ciągnęło trochę, ciężko siadać i wstawać, kupa bez problemu (tylko konieczne unikanie zatwardzenia) i generalnie po jakichś dwóch tygodniach git.

Ale i tak zazdroszczę,że cię Kate nie pocięli tym razem...
 
Super dzięki za odpowiedz dziewczyny...ale mimo wszystko czuję przed szyciem jakiś respekt,bo u nas w Iławie to mówią że bez znieczulenia szyją i z tond moje pytanie na temat szycia po porodzie.Różne rzeczy się słyszy a człowiek potem taki zaniepokojony chodzi...:-(
Pisałam do Kingi85 smsa ale nie opisała mi,ciekawe może u niej zaczyna się już coś dziać bo dziś poszła do ginekologa bo skurcze co 10,8 minut się jej zaczęły ale nie zostawili jej w szpitalu tylko kazali się jej zgłosić jak skurcze będzie miała co 5 min,puszczałam do niej sygnał na kom ale nie opuszcza,kurcze co się z nią dzieje...Kinguś daj nam znać kochana co u Ciebie.
 
ROniaczku ja też się martwie o Ciebie kochana...trzymaj się
A swoją drogą to wesoło tam macie 3 kobietki z BB w jednym szpitalu

JA się z dnia na dzień czuje coraz lepiej ale jeszcze daleko do pełnego powrotu do formy

Mimo wszystko wczoraj mi chormony szalały i ze zmęczenia siedziałam i płakałam i prosiłam Tomeczka, żeby mnie przytulił i nie puszczał

A kocham mojego aniołka nad życie!!!!!!!!
 
sa_raa...kochana to normalne że popłakałaś sobie,każda kobieta ma swoje chwile słabości,ale nie martw się niczym wszystko będzie ok,musi być,ja pewnie tez nie długo zacznę sobie popłakiwać bo coraz bliżej jestem porodu i bardzo się niecierpliwię,dużo o tym wszystkim myślę, a teraz na dodatek zbliżają się święta i sylwester a ja nie wiem kiedy maleństwo zechce przyjść na świat,ale super będę miała święta pełne płaczu i złego humoru:-(.Zobaczymy jak to będzie.
 
Saraa ja mialam jeden kryzys 8dnia
mialam zrobic obiad i sie wscieklam i poplakalam
powiedzialam mojemu marcinowi ze jakby jemu ktos 8dni temu przeciął miesnie brzucha to lezalby przez miesiac i nic nie robil
przytulil mnie i poszedl pozmywal i poodkurzal hehe
 
reklama
Nieistotna...ja to tylko chyba pomarzyć będę mogła bo mój Marcin(też mam Marcina co za zbieg okoliczności :-))to nie posprząta a o zmywaniu to chyba mogę zapomnieć,on jest strasznym bałaganiarzem a ja wręcz przeciwnie jestem bardzo pedantyczna czyli lubię porządek.No chyba że jak będzie widział że się męczę,że ledwo chodzę to może zacznie sprzątać domek;-)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry