Witajcie
Mnie wczoraj P. zabrał na spacer do lasu. Wyszliśmy za blok i tak mnie ciekawie zabawiał rozmową, że w końcu jak stwierdziłam, że już nie mogę dalej iść i wychodzimy z tego lasu, to okazało się, że jesteśmy na końcu osiedla Leśnego. Poszliśmy na przystanek autobusowy i okazało się, że nie mamy kasy na bilety. I trzeba było wracać przez Zacisze pieszo. Jak już wdrapałam się na to moje 4 piętro to po prostu padłam i leżałam. A zamiast stóp miałam dwie wielkie buły. Jestem dotleniona już na cały tydzień

.
e_v - ja już też spakowałam torbę. Ledwo zapięłam zamek, a papier toaletowy musiałam spłaszczyć, bo inaczej by nie wszedł. Koszul żadnych nie brałam tylko szlafrok, a do kosmetyczki wsadziłam te miniaturki kosmetyków z Rossmanna. Mleczka w tubce mam dwa, bo mój mąż jest na nie bardzo łasy i wolę, żeby miał swoje

. Położna laktacyjna na SR mówiła, że warto zabrać swojego "jaśka", ale ja stwierdziłam, że jak będzie mi potrzebny to mi P. przywiezie (swoja drogą Jaśka mam w brzuchu

. A na porodówce na pewno spędzisz więcej, niż dwie godziny, bo po porodzie zostaje się teraz 2 godziny z maleństwem przy cycu na łóżku, w którym się urodziło (nowe przepisy).
katoryba - współczuję Wam z tym katarem i uszkiem. Zawsze coś się musi przypałętać. Po gifty na pewno się wybiorę do Ciebie, tylko jeszcze nie wiem kiedy.
madzioszka - wczoraj mój P. powiedział, że jak Johnny będzie grzeczny to on się będzie nim zajmował, bo wtedy będą jego geny przeważały u małego, a jak niegrzeczny, to wtedy ja będę się nim zajmować, bo na pewno złe zachowanie odziedziczy po mnie

. Dobrze, że twój nie ma takich pomysłów

.
mysza - fajnie, że udaje Ci się czytać książkę przy dwóch maluchach
beti - wczoraj chyba widziałam Twojego męża z Dawidkiem w wózku. Szedł i czytał gazetę pchając wózek koło stadniny. Akurat wtedy był wysyp dzieci w bieli pędzących do kościoła na I komunię. Ale nie jestem pewna, bo nie miałam okazji poznać Twojego męża.
Miłego dnia dziewczyny mimo tej chmurnej pogody
