Ciesze sie , ze Wam sie zwierzyłam, na prawde jest mi lzej, i te ciepłe słowa ktore od Was usłyszałam duzo dla mnie znacza. Myślałam duzo o terapii, ale nie wiem czy on sie zgodzi, ciezki jest do rozmowy ze mną, jest mało wylewny, a co mówic o zwierzaniu sie obcym, jak oprzytomnieje i bedzie chciał wrócic, to bede chciała go na to nakłonic.Tak jak piszecie wiele lat juz jestesmy razem, jest to moja największa miłosc, nie skrzywdził mnie ani dzieci nigdy fizycznie,jest dobrym ojcem. Ale jak sie napije alkohol odbiera mu rozum, i tak jakby o nas zapomina...wtedy pewnie nawet nie wie, ze psychicznie cierpie bardzij niż jakby mnie uderzył.Oczywiscie przeprasza, jest chwila przerwy...a potem od nowa.Dzwoniła nie dawno do mnie jego siostra, była bardzo zatroskana, i czułam w jej głosie, ze tez przezywa to co sie dzieje, powiedziała mi, ze M jest u matki, ze ona tez tak była,powaznie z nim rozmawiali, ze matka miała mu nagadac i przemówic do rozumu. Fakt na jego siostrze mogę polegac ona była za mną zawsze, bynajmniej tak mi sie wydaje.Gorzej z matką, mają z m podobne charaktery, m to jej ukochany synus ktorego jej ukradłam, takze nie wiem ile w tym prawdy, ze ona własnie miała z nim tak ostro pogam dac.niby wracał do mnie, ale wydaje mi sie, ze był po alkoholu, bo go cofneli i kazali zostac do jutra, niby własnie zeby z nim porozmawiac.Zobaczymy co z tego bedzie, co wybierze nas czy wolnosc.A Wam jeszcze raz z całego serca dziękuje, nie liczyłam nawet na takie wsparcie z Waszej strony bo sama niewiele sie tu rozpisuje na temat Waszych trosk, ale to chyba tez wynika z tego, ze nie potrafie sobie pomodz a tym bardziej radzic innym.Ale zawsze sercem jestem z Wami i dziekuje opacznosci, ze znalazłam to forum.