reklama

Mamy majowe 2009

moniqsan - dzięki za pocieszenie:happy:

ależ Twoja Lili to spryciula i jaki szwędacz jej się włączył:szok::-):-):-)!!! Super:tak::tak::tak::-)!!! ja sobie poczekam jeszcze na takie widoczki... Jaga jest leniwa.. a ani ja ani M też jakoś szybko tylka nie ruszylismy do góry, o raczkowaniu i chodzeniu nie wspominając (to dopiero ok. roczku)... Nachodzi się jeszcze;-):tak::-D...

Spryciula :sorry: ale tak jak piszesz, jeszcze się nachodzi :tak: A wy będziecie mieć jeszcze kilka beztroskich miesięcy, a nie latania za dzieckiem pomykającym ku kociej kuwecie tudzież domestosowi :crazy:
Wszystko w swoim czasie i na pewno lepiej później niż wcześniej (oczywiście w dopuszczalnych granicach)
No i te bruuuudne na kolanach rajstopki :oo:
 
reklama
Iza już gryzie i żuje, więc dałam jej zwykły, tylko go nieco rozgotowałam, żeby był bardziej miękki... i to był Sanko, bo takiego w kuchni uzywam
Dzięki!
No tak my jeszcze nie gryziemy, bo za bardzo jeszcze nie mamy czym. Niby dwa zęby idą, ale za bardzo im się nie spieszy:tak: Ale tymi dwoma to i tak się nie nagryzie zbytnio:-D!
 
A ja co chwilę zbieram ochrzan od mamy że jestem nadgorliwa i ulegająca wpływom, że ona dziecku to by wszystkiego dała, chociaż posmakować, troszeczkę. Że to głupota z tym ograniczaniem dziecku pokarmów. Że ja dostawałam w wieku 7 miesięcy wszystko (choćby do spróbowania) - sosiki zaprawiane z żeberek (oczywiście z mięskiem), wielką butlę z gęstą kaszą manną na krowim mleku itd. Wczoraj jak byliśmy w knajpie nakarmiła Lilię żółtkiem, tuńczykiem (takim z puszki), bitą śmietaną i serkiem mascarpone :eek::eek::eek::eek: Oczywiście wszystkiego dostała tylko na czubku łyżeczki, bez przypraw itp. Jak ją prosiłam żeby nie dawała, że nie wolno, że lakarze .... to patrzyła na mnie jak na idiotkę :szok: i skwitowała że to głupota i przwrażliwienie :unsure:

jakbym moją słyszała, Iza też ma na koncie tuńczyka już... wydaje mi się, że lekarzy i ich schemat żywienia należy traktować jak wytyczne a nie ściśle wg nich postępować, bo kazde dziecko jest inne, inaczej się rozwija, ale tez nie przesadzać w drugą stronę...
 
Co do rosołku to Natasza też wczoraj jadła u moich Rodziców. Wcześniej jak jej gotowałam coś to za nic nie chciała jeść. Zastanawiam się czy nie za dużo mięsa w tym było i jej to nie podchodziło. A wczoraj dostała czysty rosołek z odrobiną rozgniecionej marchewki. I jadła, że ho ho! No i muszę w takim razie dać następnym razem makaron skoro mówicie, że już próbowałyście...

Marzenko, a dostała taki normalny jak Wy (doprawiony)? czy dziadkowie osobno jej gotowali? :eek:
 
mąz własnie krzesełko do karmienia oglada, bo Iza zerwała ten pasek, co między nóżki wchodzi, zeby dziecko sie nie zsuneło... chyba jej przeszkadzał machac nóżkami...:eek::eek::eek::eek:
 
Marzenko, a dostała taki normalny jak Wy (doprawiony)? czy dziadkowie osobno jej gotowali? :eek:
Dostała taki normalny... Tylko moi Rodzice bardzo mało przyprawiają. Tata jest cukrzykiem, ma nadciśnienie i takie tam, więc prawie wcale nie solą jedzenia. Każdy sobie później na talerzu doprawia. Więc postanowiłam jej dać spróbować. I smakowało jej. Wcześniej jak robiliśmy próbę u teściów to nie chciała jeść, ale myślę, że to o zbyt dużą ilość mięsa chodziło - a wtedy był zupełnie niedoprawiony... No i ja też od mamy ciągle słyszę - no daj jej spróbować! Ja podobno na pierwszą Wigilię dostałam spróbować wszystko to co jedli oni. A jestem z 19 lipca, więc byłam o ponad 2 miesiące młodsza od Nataszy i już grzybową jadłam:tak: Wiadomo, że tylko troszeńkę, ale teraz to za to lincz by był. Kurcze nie wiem może my rzeczywiście troszkę przesadzamy...
 
Dzięki!
No tak my jeszcze nie gryziemy, bo za bardzo jeszcze nie mamy czym. Niby dwa zęby idą, ale za bardzo im się nie spieszy:tak: Ale tymi dwoma to i tak się nie nagryzie zbytnio:-D!

A mnie sie wydaje że Lilianka (mimo że pierwszy posiłek inny niż mój cyciuś dostała dokładnie w dniu skonczenia 6-ściu miesięcy, mięsko pierwszy raz wczoraj, czyli przygoda z jedzeniem trwa dopiero od miesiąca) potrafiłaby już co nieco pożuć. Jak czasami dostanie ode mnie kawałeczek jabłka (takiego z kompotu) to potrafi normalnie je sobie dziumdziać, nic nie wypada i sama sobie robi papkę. To samo z żółtkiem, nie rozcierałam jej tylko dałam kawałek jak sama jadłam (ostatnio zachciało mi się z majonezem), czy marchewką z rosołu.
Także sprawdź, może Nataszka też będzie umiała. A dzieciom takie dziumdzianie konkretniejszych kąsków na pewno daje większą przyjemność niż łykanie "pasty"
 
A mnie sie wydaje że Lilianka (mimo że pierwszy posiłek inny niż mój cyciuś dostała dokładnie w dniu skonczenia 6-ściu miesięcy, mięsko pierwszy raz wczoraj, czyli przygoda z jedzeniem trwa dopiero od miesiąca) potrafiłaby już co nieco pożuć. Jak czasami dostanie ode mnie kawałeczek jabłka (takiego z kompotu) to potrafi normalnie je sobie dziumdziać, nic nie wypada i sama sobie robi papkę. To samo z żółtkiem, nie rozcierałam jej tylko dałam kawałek jak sama jadłam (ostatnio zachciało mi się z majonezem), czy marchewką z rosołu.
Także sprawdź, może Nataszka też będzie umiała. A dzieciom takie dziumdzianie konkretniejszych kąsków na pewno daje większą przyjemność niż łykanie "pasty"

u nas własnie tak się zaczeło... teraz z ta różnica, że Iza sama sobie odgryza kawałki, więc Marzenko poobserwuj
 
jakbym moją słyszała, Iza też ma na koncie tuńczyka już... wydaje mi się, że lekarzy i ich schemat żywienia należy traktować jak wytyczne a nie ściśle wg nich postępować, bo kazde dziecko jest inne, inaczej się rozwija, ale tez nie przesadzać w drugą stronę...

Dlatego też wydaje mi się że jeśli dziecko by lubiło, to dlaczego nie podać mu takich danonków czy soczku Kubusia.
Moim zdaniem te wszystkie niemowlęce produkty to komercja. A już wariactwo z jogurcikami za 10 pln (4 szt) to przegięcie.
Ja jeszcze trochę poczekam (w końcu mała je dopiero od niedawna) i zacznę poszerzać jej horyzonty o wszystko tyle że zgodnie z zasadami zdrowego żywienia.
Dla mnie najważniejsze jest żeby dziecko nauczyć jeść wszystkie warzywa bez wybrzydzania (nie pomijając natki pietruszki) no i kasze - jaglana, gryczana, jęczmienna (ja uwielbiam kasze, są zdrowe i chcę by moje dziecko również je lubiło), soczewicę itp
W mojej najbliższej rodzinie wszystkie dzieciaki nienawidzą warzyw, nie tolerują pływających w krupniku startej marchewki czy pietruszki, nie jedzą w ogóle surówek. Dla mnie jest to nie do przyjęcia. My z mężem na talerzu mamy warzywa przede wszystkim :tak:
 
reklama
Kurcze nie wiem może my rzeczywiście troszkę przesadzamy...

No moja intuicja podpowiada mi że chyba trochę tak. Wiadomo, dawać dziecku niezdrowych pokarmów nie należy. Zresztą nie dotyczy to tylko niemowląt i dzieci. Ale znów w drugą strone? Chyba przesada
Z jednej strony chcę czasami dać Liliance coś nowego, a z drugiej od razu widzę te wszystkie schematy żywieniowe, wykrzykniki, zakazy, nakazy i już głupieję :baffled::baffled:
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry