Minal tydzien i juz jest tam troszke lepiej.
Pojechalismy w sobote (tydzien po otwarciu) rano okolo 11-stej i nawet jeszcze udalo sie zaparkowac. Posiedzielismy w aucie 10 minut, zeby sprawdzic jak szybko wolne miejsca parkingowe znikna i poszly w kilka minut :-). Szalenstwo, ludzie parkowali przy ogrodzeniu i gdzie sie da. W srodku tlumy, w restauracji nie bylo wolnych miejsc siedzacych (o 11:30 rano!!!!).
A w srodku tez masakra, najgorszy dzial dzieciecy, setki wozkow!! Nikt nie pomyslal zeby dziecko zabrac do nosidelka czy cos, kazdy sie przepychal, mamuski syczaly na siebie, bo sie blokowaly nawzajem

.
Mnie szlag trafil po pol godzinie jako ze jestem w 9-tym miesiacu ciazy nie wytrzymalam tego. Uznalismy, ze nic nie kupujemy, przyjedziemy w srodku tygodnia i wtedy na spokojnie sie wszystko zalatwi.
A wracajac juz na parking, jakis dziadzius czatowal w samochodzie i bardzo sie ucieszyl, ze juz wyjezdzamy i zpredkoscia swietlna zajal miejsce parkingowe po nas

Cyrk na kiju!
Troche jeszcze potrwa zanim to szalenstwo minie, ale naprawde bardzo sie ciesze, ze IKEA jest. Nareszcie Dublin zyskal w moich oczach :-)