Już jestem...a musiałam aptekę wyhaczyc,pocztę a potem drugi raz do szkoły brykać,bo dadzia zeszyt zostawiła:/
Tichonek-to sie namęczyłas wczoraj-dobrze,że chociaż doktor swoją "sympatycznoscią"nadrobił i jakos wynagrodzil Ci to czekanie

Pamietam doskonale Twoją historie,a własciwie historię Radka...fotki tez.Na szczęście Danielkowi tak nie zsiniało,choc po zszyciu zaczęło puchnąć...a do szpitala ja prowadziłam i J stwierdził,że ze mną na porodówke tak nie zasuwał jak ja wczoraj:/
Marta-tak jak mówisz-brygada...tylko nie wiadomo czy anty czy terrorystyczna
Marcysia-no wreszcie słonko zaświeciło-nie tylko za oknem,ale i w nastroju.Super
Madbebe-mojemu snufle(czy sufle czy jak to tam)nie skutkuje i dajemy śladowe ilości viku-o wiele szybsze i widzialne efekty.Dla Wiki tez cmok-niech zab wyłazi zamiast sie tak czaic
Ewelcia-własciwie ciężko powiedz\ieć,ale po śladach i moim dochodzeniu stwierdzam,że musiał zdrowo przyrżnąć w kant krzesła...Na poczatku myslaliśmy,że stół,ale po zbadaniu poszlak(

)stwierdziłam,że za łagodne ma kanty na taka dziurę:/
Pauletta-no to super,ze Wiktor podbija serca kolezanek-to dla niego naprawde wiele znaczy

))
Asieńko-i oby na takim jednorazowym gorączkowaniu sie skończyło

A Danielek dostał antybiotyk i legł-mój bidulek kochany

))
Miało padac,ale widzę,że pogoda znowu dopisuje-hurrrraaa