Elzbietka ja mam do szkoly Filipa chyba z 500m. a wracam jakbym wracala z Bieguna Polnocnego. na koniec wlaze na to moje 3 pietro na raty. i przez 10 min lapie oddech. masakra... a jeszcze dzis jakies chodniki oszronione. miejscami sa zamrozone kaluze. wiec w ogole szlam podwojnie pokracznie w obawie, ze sie poslizgne.
i brzuch mi sie pruje coraz bardziej... nadal "tylko" ponizej pepka. i nadal jako przedluzenie starych rozstepow, ale jest tego coraz wiecej. i nic nie poradze. natluszczam brzuszysko, ale na geny nic nie zrobie... ehh...
moj M za to mowi, ze bedzie sie mu trudno przyzwyczaic do mnie bez brzuszka jak urodze. nawet oststnio jego babcia przyniosla kompa by jej zgral stare zdjecia do wywolania i jak M ogkadal niektore fotki mnie jeszcze przed ciaza to mowi, ze dziwnie to wyglada, ale brzucha nie ma.
ja osobiscie sie nie moge doczekac by juz brzucha nie miec. martwi mnie jedynie, ze zamiast napietegp brzucha z dzieckiem bede miec zwisle brzuszysko z tluszczem...
Xenian nie zazdroszcze. przeprowadzki w ogole sa stresujace. pamietam nasza dwa lata temu w grudniu. mieszkanie kupilismy przed Gwiazdka. i robilismy generalny remont. ekipa chyba 2 czy 3 tyg walczyla - bo sciany to byla porazka. wprowadzalismy sie na chybcika z niezbednymi rzeczami wlasxiwie na sama wigilie. no, ale nie bylam wtedy w ciazy. a to jednak dodatkowy wielki stres. jak nie masz pewnosci czy za tydz beda klucze to moze upierz czesc rzrczy Dzidzi i spakuj torbe. ja wiem, ze najlepiej byloby wszytsko odrazu, ale jak sie nie da to chociaz tyle zeby starczylo na pczatek jakby co. tez jestem w 34 tyg i wcz z grubsza spakowalam torbe bo juz mnie stres zaczal dopadac.