Ja wyszlam z cora na dwor, ulepilysmy pierwszego w tym roku "mini" balwanka

ale po 10 min wrocilam do domu, bo mi strasznie zimno bylo i m objal opieke. Na dodatek przed obiadem pokusilam sie na paczka i ciastko i zoladek mnie zaczal bolec, myslalam ze umre. Teraz mi sie ciagle odbija i obiadu dalej nie zjadlam. Na szczescie juz mi lepiej. Mala daje popalic od godziny, ciagle czuje jak sie rusza. W ciagu pol h naliczylam ponad 50 ruchow.
Na pierwszy spacer wyszlam z mala po tygodniu, chcialam szybciej, ale mama z tych zabobonnych, ze niby do chrztu z dzieckiem sie nie wychodzi. Dopiero polozna mnie przekonala, i mama przyznala jej racje. Teraz nie wiem jak bedzie, bo termin koniec lutego/poczatek marca, ale mysle ze chociaz na chwile uda mi sie wyjsc. Chocby tylko na rekach mala byla.
Pierwsza kapiel nalezala do babci, ja sie balam bo w szpitalu polozne sie nie patyczkowaly i raz dwa dziecko wykapane, m malej nie nosil bo sie bal. Dopiero chyba po 2 tyg. sie przelamal. Teraz to od razu go wkrece w opieke.
Fanti- myslalam nad takim rozwiazaniem, ale m oporny w takich sprawach a i mama nie byla za takim rozwiazaniem, i poki mieszkamy z rodzicami to mamy pewne ograniczenia :/ coraz czesciej mysle o tym, ze mielismy sprawy budowy o wiele wczesniej zalatwiac a tak to sie ciagnie.