Volka to moze napisze w skrocie jak to bylo...
Pierwsza ciaze stracilam w 6tyg, bo przestala sie rozwijac i mialam lyzeczkowanie. Po pol roku zaszlam w kolejna ciaze i wszystko bylo ok az do 17tyg, wtedy gin stwierdzil ze jest cos nie tak z glowka u mojego dziecka, ze jest za mala na ten etap ciazy, wiec dostalam skierowanie na usg polowkowe na dobry sprzet, tam jak pojechalam to okazalo sie ze moja coreczka ma bezczaszkowie, rozszczep kregoslupa i hypoteloryzm i nie jest w stanie sama zyc poza brzuchem

mielismy podjac decyzje, czy kontynuujemy ciaze, czy ja konczymy, heh nie musze mowic, ze to byla najciezsza decyzja w naszym zyciu

w 20tyg urodzilam coreczke

Porobilismy duzo badan i wszystko bylo dobrze wiec gin mowi zeby sie starac... Zaszlam w kolejna ciaze, bo z tym nie mam problemu... bylo wszystko ok az do 22 tyg, wtedy odeszly mi wody plodowe i wyladowalam w klinice w Bytomiu, tam dotrzymalam do 25 tyg ale przeplywy zaczely zle wychodzic i lekarze podjeli decyzje o cesarce, bo chcieli mala ratowac... Urodzila sie z waga 550gram i zyla 11 dni

To byl bardzo ciezki czas dla nas i szczerze mowiac to zeby nie lekarz do ktorego teraz chodze to chyba bym sie nie zdecydowala na kolejna ciaze... Mam do niego zaufanie i widze ze zna sie na ciezkich i dziwnych przypadkach... Jest ordynatorem na patologii w klinice wiec troche ma z tym do czynienia... Najgorsze jest to ze nie znam przyczyny do tej pory... bo wszystkie badania wychodza dobre...