migotka, wierzę, że się dogadacie ;-) ja z moim M, to jak woda i ogień i troszkę się musieliśmy dotrzeć
Clifordka (Cornelka
), tak jak piszesz, dla mnie ślub nic nie zmienia, kocham go bezgranicznie i ten papierek nic dla mnie nie znaczy. Dla mnie wiąże się tylko z kosztami, nerwami i obawiam się, że nie będzie spełnieniem moich marzeń. Może powinnam go wziąć dawno temu, kiedy wydawał mi się czymś wyjątkowym, ale naoglądałam się tych polskich weselisk i na razie mi starczy

Wiem, przykre.
Poza tym naoglądałam się przygód mojego kolegi, który w wieku 20+ już się rozwodził, to był przykry widok. Ta kobieta pozbawiła go wszystkiego. Ale długo by opowiadać. Potem spotkał kolejną, pokochał bezgranicznie, zrobili sobie dziecko, nie mieli ślubu, ale ufał jej na tyle, że wiele wartościowych rzeczy kupował na nią, utrzymywał ją. Harował jak wół. Rozstali się, bo kobiecinie odbiło, kolejna, która zdarła z niego ostatni grosz, pozbawiła go ojcostwa. Zostały mu alimenty i zszarpane nerwy.
Ok, nijak to się ma do mojego życia, ale podział majątku, to jedna wielka tragedia. :-( Powiało pesymizmem, wiem. Ale lepiej uczyć się na cudzych błędach.
Tak czy siak, ślub wezmę, ale nie wiem kiedy. Chciałabym, żeby to był najpiękniejszy moment w życiu, ale najpierw muszę zmienić podejście, a coś mi nie wychodzi.
papciarku, z tym seksem to u mnie teraz podobnie, ochota gdzieś uleciała, poza tym cały czas skupiam się na tym, żeby było delikatnie, bo też już miałam bóle brzucha po i ogólnie kiepska to przyjemność.
