4madlen ja pod tą bliskością i przytulaniem takich maluszków podpisuję się obiema rękami, bo tak jak mówisz one tego po prostu potrzebują, tylko nie potrafią jeszcze powiedzieć: 'mamusiu przytul mnie', więc wołają nas płaczem albo takim wręcz łkaniem. Mnie to łkanie właśnie strasznie wzrusza i porusza. Do tego jeszcze usteczka wygięte w podkówkę

I choć mam problem z drętwiejącymi rękami, to nie jestem w stanie być na to obojętna

A mam koleżankę, która w sierpniu urodziła swoje pierwsze (!) dziecko i jak byłam u niej jeszcze przed porodem parę x to ani x przy mnie tej niuni nie wzięła na ręce i nie przytuliła

Tylko nerwowo karmiła butlą, bo niestety pokarmu miała mało. A mnie się serce krajało jak ona płakała w łóżeczku, a 'mamusia' nie reagowała

Ale oni boje z mężem wychodzą z założenia właśnie, że nie będą jej rozpuszczać i brać ciągle na ręce, bo się przyzwyczai

A ja wierzcie mi w którymś momencie nie wytrzymałam i podniosłam tą malutką z łóżeczka i omal się nie rozpłakałam jak do mnie przylgnęła :-( Mamuśka na to, "widzisz już się uspokoiła, bo ją wzięłaś na ręce". Odpowiedziałam, że nie, po prostu chciała się przytulić. No cóż, nie mam wpływu na innych, ale mogę mieć na swoje dzieci i nie zamierzam ich pozbawiać tego co konieczne do życia, a potrzeba bliskości i poczucia bezpieczeństwa jest jedną z nich
Fiolka cieszę się, że u was już lepiej z jedzonkiem ;-)