a ja wlasnie czekam na moich mezczyzn i na tesciowa i tesknie ogromnie i jakiegos dola zlapalam, bo tesknota jest ogromna i teraz znowu w szpitalu i musze tu zostac az do porodu, walcze o kolejne dni naszego Marca w moim brzuszku i tak bym chciala chociaz jedna z moich ciaz donosic spokojnie, ale jakos chyba nie jest mi to dane... coz wszystkiego miec nie mozna...
Mama Boo- opieka w USA jest naprawde super, ja nie wiem jak to w PL wyglada, ale tutaj mi sie podoba, w NY bylam w prywatnej klinice i tutaj tez, a mieszkamy teraz w Californii od niedawna. W NY mielismy super lekarza, ktory byl z nami jak tracilsimy pierwsza ciaze, potem przez cala poprzednia i przez wieksza czesc obecnej. Mielismy jego numer telefonu komorkowego, zawsze bylsimy z nim w kontajcie, kazda wizyte, badanie, USG milo wspominam, o wszystko moglismy pytac i ja i maz. Po stracie pierwszej ciazy bylismy i jestesmy przewrazliwieni, wiec dla nas ciagly dostep do maluszka to podstawa. teraz sobie mysle, ze nasz lekarz z NY to po naszym wyjezdzie wreszcie na urlop wyjechal i zaczal zyc, bo biedaczek mial nas na karku caly czas

, co wizyte opowiadalam mu o swoich urojeniach, a on , ze przesadzam. Jak na poczatku poprzedniej ciazy trafilam do szpitala z krwawieniem i bole podbrzusza i malo brakowalo, abysmy RJa stracili, to super sie nami zajeli, najpierw ratowano dziecko i mnie, a potem cala biurokracja. Pozniejszy pobyt w szpitalu i porod byly ok ze znieczuleniem, przed porodem mialam wlasna sale, po porodzie tez, super opieka nad dzieckiem i matka. Tutaj to samo, nasz nowy lekarz jest super, tez mamy jego telefon (nasz lekarz z NY pomogl nam znalezc klinike i lekarza). Wiec wszystko na porod ustalone, znieczulenie, asysta meza itd. Z nami jest problem wiekszy, bo miedzy mna a mezem jest konflikt serologiczny, ja od dziecka mam powazne probelmy ze zdrowiem, nadczynnosc traczycy i rozne tego konsekwencje plus anemia itd, wiec opeike zarowno w NY jak i tutaj sobie chwale .
out- sliczna masz coreczke :-)
nasza historie Wam opisalam

, ale jestesmy ze soba prawie 3 i pol roku, a przezylismy tyle, ze mam wrazenie, jakbysmy byli ze soba ze 20 lat
