Mój poród nie był lekki. ;-)
O 19 w sobotę 13.06 dostałam skurczy i były one regularne, najpierw co 5 minut, potem co 2-3 minuty. Wzięłam gorącą kąpiel (położna powiedziała, że nie był to najmądrzejszy pomysł

), bo myślałam, że przejdą, a Michał pakował torbę. Pojechaliśmy do szpitala i zatrzymali mnie na patologii. Dali mi kroplówkę z Fenoterolem i powiedzieli, że jak to fałszywy alarm, to za dwie doby wyjdę. Ale skurcze nie ustały, chwilę nawet myślałam, że poród się cofa, bo miałam przerwy między skurczami nawet do 10 minut. Ale o 12 w południe znowu zaczęły się co 5 minut. Zawieźli mnie na badanie, pan doktor mówi, że mam już prawie pełne rozwarcie i że jedziemy na porodówkę. Michał mało nie zemdlał jak wróciłam do pokoju i oznajmiłam, że to już.

Na porodówce tłok, rodziła jedna za drugą, tylko nie ja. Cały czas musiałam leżeć podłączona do ktg, na którym skurcze nie wychodziły, mimo, że myślałam przy każdym że zejdę. Do 19 trzymali mnie na Fenoterolu, mimo, że dla mnie już było jasne, że skoro skurcze są co dwie minuty i rozwarcie na 9, to raczej poród sie nie cofnie. O 19 przyszła nowa zmiana i szybko zdecydowali, że odłączają Fenoterol, podali mi glukozę dożylnie i zaczęło się.
Położna przecięła mi pęcherz płodowy, i przy skurczach kazali pchać.;-) Ani się nie darłam, starałam sie jak mogłam, ale jednak brakowało mi tchu na parcie co jakiś czas, a stał taki buc z boku, pan doktor i komentował, że gdyby pacjentki słuchały położnych, to porody trwałyby krócej. Wkurzyłam sie i to mi dało siłę, położna mówi w końcu, że ostatni skurcz, pchamy i będzie po wszystkim. I o 20.20 (według szpitala, ja myślałam, że urodził się 20.40) urodził się Janek. Położyli mi go na chwilę, poszli go ważyć i mierzyć (2530 g i 48 cm), i po chwili wpada pani pediatra, że zabierają go na OIOM, bo ma niewydolność oddechową. Potem przyszła pani pediatra do nas i zapytała czy miałam robiony posiew, mówię, że miałam, ale nie mam jeszcze wyników, więc powiedziała, że i tak zastosowali antybiotyk, bo możliwe, że doszło do zakażenia bakterią. (Pani pediatra akurat miała dyżur w MSWiA, normalnie pracuje na Karowej i jest bardzo cenionym lekarzem, szczęście, że ona akurat była na zmianie) i powiedziała, że stan jest poważny, że dostał 6 pkt (po jednym odjętym za wszystko oprócz serca) i musimy czekać. W życiu się tak nie bałam. Pozszywali mi krocze i zawieźli na salę, a Michał pojechał do domu. Rano poszłam do Janka, ale nic więcej nie umieli mi powiedzieć, poza tym, że stan jest stabilny. Zaintubowali go i podłączyli do respiratora i tak wentylowany był przez dwa dni, następnie był ekstubowany do CPAP, od 4 doby oddychał już samodzielnie.
Przy wypisie ważył 2490 g ( w 4 dobie ważył 2200g). Jak rozmawiałam z pielęgniarkami od noworodków mówiły, że to ciężki przypadek, ale był tak dzielny, że stał sie ich ulubieńcem.
Na wypisie mam napisane:
- wcześniactwo 34 t.c + 6 dni
- stan po zamartwicy

- niewydolność oddechowa
- wrodzone zapalenie płuc
- krwawienie około dokomorowe II stopnia po stronie prawej
Brzmi to wszystko trochę strasznie.
Ale Janek jest wart każdego skurczu.