No dobrze to teraz czas na mnie

. jak pisałam wcześniej bóle zaczęłyy mi się przed 4 rano w piętek. pojechałam ale okazało się,że to są bóle przepowiadające i mam się zgłosić jak będą mocniejsze i po odejściu czopu. niestety do dnia dzisiejszego albo nie wiem jak wygląda czop albo mi nie odszedł:-):-):-)



. na poniedziałek byłam umówiona na ktg w szpitalu, w którym chciałam rodzić. z mężem byłam umówiona blisko Jego pracy. w poniedziałek rano miałam skurcze co 8-10 minut. jak wychodziłam na autobus skurcze miałam już co 5 minut. jescze jedna ciekawostka. jadę sobie autobusem, skurcze łapią mnie co 5 minut, ja z bólu wytrzymać nie mogę a tu podchodzi do mnie jeden facet i mówi - trzeba było tyle nie jeść. spojrzałam się na niego i już miałam coś odpowiedzieć ale nadszedł kolejny skurcz a facio wysiadł z autobusu. autobus pod męża pracę jechał nie całe 25 minut i po tym czasie skurcze już były co minutę. jak wysiadałam na przystanku już czekał na mnie mój mąż żeby jechać na ktg i jego siostra cioteczna. Jej przekazałam płyty, na pytanie jak się czujesz odpowiedziałam wyśmienicie i ż musimy lecieć. Grześ (mój mąż), nie wiedział nic o skurczach, więc był trochę zdezorientowany co się dzieje. bo po piątkowej akcji nie chciałam mu robić nadziei, że to może poród się już zaczął. pojechaliśmy do szpitala, wchodzimy na izbę przyjęć i mówię, że jestem umówiona na ktg a pani odpowiada - to do przychodni na górę a nie tu. powiedziałam tylko, że skurcze mam co jakieś 3 minuty. to kazała jednak poczekać. poczekałam jakiś 20 minut wezwała mnie pani dotor i na szybkim badaniu pomiędzy skurczami stwerdziła rozwarcie na 4 cm i czas na porodówkę. uciewszyłam się, że przyjęli mnie do szpitala. zawieźli mnie na porodówkę, ale musiałam poczekać na korytarzu bo nie było wlnej sali. na szczęście za jakiś czas sala się zwolniła, bo pacjętka się rozmyśliła i przestała rodzić





. do szpitala zostałam przyjęta o 12:45 i miałam 4 cm rozwarcia a o godz 18 z minutami, jak skurcze były co minutę i trwały mega mega długo przyszedł pan doktor i stwierdził rozwarcie na jakieś 4,5 cm. myślałam, że nie wytrzymam już i wtedy namówiono mnie na zniczulenie zo. znieczulenie wzięłam o 18:30 a o 19 odeszły mi wody. po znieczuleniu czułam się świetnie. na ktg skurcze były wielgachne a ja nic nie czułam. o 19:30 rozwarcie miałam na 8 cm. o 20 poprosiłam o drugą dawkę znieczulenia. znowu super relaks ale już nie tak długo bo po jakiś 40 minutach zaczęłam czuć bóle parte. Moje maleństwo urodziło się 29 czerwca o godzinie 22:18. ja miałam pęknięcie 1 stopnia. mała ważyła 3700 i miała 55 cm wzrostu. po 12 przewieźli mnie na salę nakarmiłam maluszka, umyłam się i poszłam spać. tak wyglądał mój poród.