reklama

Nasze sprawy...

anisiaj nie wiem nie ogarniam myslami tego, czekam na m i zobaczymy, juz sie poplakalam i troche to napiecie ze mnie zeszlo...Mielismy podobna przygode z samochodem w dniu pogrzebu Amelki, bo wyjsciu z cmentarza samochod nie chcial odpalic , swiecily sie wszystkie kontrolki i tyle, m odlaczyl akumulator na chwile i bylo w porzadku, moze teraz tez to pomoze...Mozecie sie ze mnie smiac ale pierwsze co pomyslalam to to ze Amelka nie chce zebysmy jechali do PL bo moze cos nam sie stac, wiem glupia jestem...
 
reklama
Nie wiem co zrobie jak nie pojedziemy...juz tak sie nastawilam ze tam bede i co teraz?? jak ja to przetrwam...mogl sie popsuc po wizycie u lekarza wrr...
zadzwonilam do m i wyjatkowo lagodnie do tego podszedl, powiedzial ze widocznie lekarz moze nam nie potrzebny a samochod zobaczy jak wroci...
 
powiem Ci Kinga, że różnie to w życiu bywa. kiedyś miałam jechać do lbn na zajęcia ze studentami. wstałam jak w każdy piątek, zaczęłam się szykować, ale coś było nie tak. w każdym ubraniu wyglądałam źle, coś było poprute, coś pogniecione, spalona suszarka, do tego atrakcje żołądkowe. było mi dziwnie, źle, jakos nieswojo. zdecydowałam, że nie pojadę, mimo iż miałam kupiony bilet, po prostu przerażało mnie to wszystko, co kręciło się od rana. pewnie, ze nie można dać się zwariować, pewnie mój mąż śmiałby się jakbym mu wtedy przyznała dlaczego nie pojechałam, ale czasem tak jest i warto się w to wsłuchiwać. nie mówię, że macie nie jechać, ale ja naprawdę zaraz pomyślałam to samo, co Ty.

równie dobrze może być tak, że Amelka podpowiada, że niepotrzebny jest lekarz...niepotrzebne badania. wycisz się kochana jeśli to możliwe i czekaj na m :*
 
wiem ze czasmi los decyduje za nas i powiem szczerze ze jesli nawet ten samochod zapali to boje sie jechac, czuje taki wewnetrzny niepokoj jakby cos sie zlego mialo stac. widocznie tak ma byc, moja coreczka jest w moim sercu i miejsce gdzie bede tego nie zmieni...
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry