reklama

Aaazym

Zaciekawiona BB
Jest noc a ja zamiast spać leżę i płacze. Kolejny raz się nie udało. To już ponad dwa lata jak się staramy o dzidziusia i nic. Ciągle nic... Miałam nie płakać,ale za dużo się skumulowało emocji. Jestem już bezsilna... Ciągle się łudzę,że może tym razem się uda i potem przychodzi rozczarowanie. Jak na złość wszędzie widzę kobiety w ciąży i to uczucie które wtedy przychodzi, dlaczego ja nie mogę. Taka pustka...nie wiem jak to wyrazić słowami. Coraz gorzej znoszę kolejne niepowodzenie. Czasami nie mam już siły i przestaje wierzyć,że może jeszcze kiedyś się uda. Byłby to najpiękniejszy dzień w moim życiu. Nie mam komu się wyżalić,więc padło na Was dziewczyny. Czasami jak się wypłacze na chwilę jest mi lepiej...
 
reklama
reklama
No właśnie wyłączyć głowę. Tylko jak to zrobić...

Ja po prostu nie umiem żyć w takim stresie, który sama sobie funduje. Bo to jest forma samobiczowania. Ja tak nie potrafie. Nie mam tendencji do samoudreczenia.
Po drugie to może warto uświadomić sobie fakt, ze życie to nie tylko posiadanie dzieci. To wiele innych rzeczy. Nikt nie wie ile czasu zostało mu dane i ja osobiście wychodzę z założenia, ze lepiej się cieszyć tysiącem rzeczy, które sa nam teraz dane niż zamartwiać jedna, której się nie udaje osiagnac.
Moje życiowe doświadczenia nauczyły mnie cieszyć się prostymi rzeczami. Np faktem, ze mogę chodzić. Wbrew pozorom to jest już sporo.
 
reklama
Ja po prostu nie umiem żyć w takim stresie, który sama sobie funduje. Bo to jest forma samobiczowania. Ja tak nie potrafie. Nie mam tendencji do samoudreczenia.
Po drugie to może warto uświadomić sobie fakt, ze życie to nie tylko posiadanie dzieci. To wiele innych rzeczy. Nikt nie wie ile czasu zostało mu dane i ja osobiście wychodzę z założenia, ze lepiej się cieszyć tysiącem rzeczy, które sa nam teraz dane niż zamartwiać jedna, której się nie udaje osiagnac.
Moje życiowe doświadczenia nauczyły mnie cieszyć się prostymi rzeczami. Np faktem, ze mogę chodzić. Wbrew pozorom to jest już sporo.



Czuję podobnie. Właśnie wychodzę ze szpitala po poronieniu. To podsumowanie moich ostatnich dwóch lat stresu, płaczu, starań i układanie wszystkiego pod kątem potencjalnej ciąży. Mam dość przejmowania się tym wszystkim. Nie oznacza to, że rezygnuję ze starań o dziecko, ale wiem, że chcę żyć i cieszyć się wszystkimi małymi rzeczami. Bardzo trafnie to ujęłaś - nie można pozwolić na to by zamartwienie z powodu jednej rzeczy przesłoniło nam radość życia.
Pozdrawiam ciepło!
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry