Moja babcia wspomina mój wypis ze szpitala...
Odebrać nas miał mój ojciec, a mama zrobiła mu listę co ma zrobić w domu przed jej powrotem: ugotować rosół, umyć podłogi, zmienic posciel itp.
Ojciec nie czuł się na siłach i pojechał po swoją matkę do miejscowości położonej 30km dalej. Miał się pojawić w szpitalu o 12stej.
O 10tej przejechała mama mojej mamy. Zastała 2 starszych dzieci biegajacych po mieszkaniu jeszcze w pizamach i ogólny rogardiasz. Zakasała rękawy. Zagoniła dzieciaki do ubierania. Napaliła w piecach, zmieniła owe posciele, nastawiła na rosół, zrobiła pranie itp. O 11.45 ojca ani widu ani słychu. Na dworze straszny mróz i śnieg (urodziłam się w dokłądnie miesiac po ogłoszeniu stanu wojennego). Babcia postanowiła wezwac taksówkę, co nie było łatwe w tych czasach hehe...O 11.55 zjawił się ojciec ze swoja matką, którą chciał zagonić do wszystkich porządków a sam pojechał po mamę i mnie.
Tak to ma dobrze mój tato ze swoją mamą i teściówka;-)