no nic uciekam bo co tu bede tak sama siedziec...
jutro ide do pracy od 8 do 2 ale pewnie czeka mnie ciezki dzien tak samo jak dzis... od wtorku chodze zaplakana bo moj ulubiony dziadek umiera... we wtorek sie wszysko zaczelo kiedy to juz nie wyszedl z lozka, klopoty z oddychaniem slabe tetno, zimny - juz myslelismy ze to koniec... dzis przychodze do pracy a on wciaz walczy ale mowie wam widok :-

-

-( nie da sie tego opisac :-

-

-( zimny, siny, ale walczy o kazdy oddech.... tak mi smutno bo naprawde byl moim ulubionym dziadkiem w pracy... wiem ze oni sa tam po to by umrzec ale do niektorych naprawde mozna sie strasznie przyzwyczaic i przezywa sie to bardzo... najgorsze jest wlasnie to z JO ze wszystko bylo wporzadku i tak z dnia na dzien poprostu ginal w oczach - nikt sie tego nie spodziewal....:-

-( ma 91 lat - zaluzony wiek:-

-( az boje sie dzwonic do pracy i pytac co z nim bo boje sie ulyszec o najgorszym... wole jutro isc do pracy jeszcze z tym przekonaniem ze go zobacze:-

-

-(.... ciezka praca mowie wam ale nie zamienilabym tego za zadna inna :-

-(
cumolki laseczki:* wpadne jutro jak znajde chwilke:*
milego wieczorku