dziś ciąg dalszy fanaberii - jeszcze raz koniś. myślałam, że mi bębenki w uszach popękają od chichotów Piotrka. wieczorem siedziałąm z koleżankami i ich dzieciaczkami na placu zabaw. Piotrek przechodził z rąk do rąk - chichrał się dalej. szkoda, że ten przyjemny czas zburzyłą nam teściowa. ale mąż stanął na wysokości zadania i poszedł z nią poważnie porozmawiać.