Poród rodzinny: mój mąż od samego początku chce być razem ze mną, chce odciąć pępowinę. Nie musiałam go do niczego namawiać. Kiedy spytałam lekarza o poród z osobą towarzyszącą, powiedział, że on jest na NIE. Jego argumenty trochę mi w głowie namieszały. Powiedział, że z badań wynika, że 1/3 rozwodów w ciągu pierwszego roku po porodzie to małżeństwa, w których odnotowano poród rodzinny. Facet po zobaczeniu co dzieje się na porodówce, odwraca się od swojej żony. Nie ma ochoty na seks, a o seksie francuskim nie ma już mowy. Szuka sobie kobiety do łóżka. Kolejny argument, to taki, że widok tej krwi, dziecka sinego w białej mazi czasem odrzuca od dziecka. Czasem zdarza się też, że rodzimy nie tylko dziecko, ale i kupka się przydarzy. Mój lekarz powiedział, że pracuje jako położnik tyle lat, a czasem zdarza się, że musi opuścić porodówkę, i wraca zszyć kobietę jak położna wszystko posprząta.
Poród rodzinny jest dla mnie kontrowersyjnym tematem. Powiedziałam mojemu mężowi o tym co powiedział mi lekarz. On jednak chce nadal być ze mną. Powiedział, że w telewizji nie raz widział jak dzidzia się rodzi i nie ma obrzydzenia. Poprosiłam go tylko o jedno, żeby nie zaglądał poniżej mojego pasa. Szukałam zdjęć z porodówki, oglądaliśmy je razem. My kobiety takie widoki inaczej odbieramy, nam nie przeszkadza sprzątanie kibelka, a ja sobie nie wyobrażam mojego męża który to robi (chyba założył by kombinezon na tą okoliczność



)
Ja sama nie mam zdania na temat porodu rodzinnego. Właśnie lekarz tak namieszał mi w głowie. Powiedział, żebyśmy sobie to razem przemyśleli, poczytali, i zobaczyli jakieś zdjęcia. Jeśli nadal mąż będzie chciał być ze mną, to oczywiście w szpitalu nie mogą nam tego odmówić.
Myślę, że każda para musi sama ten temat przedyskutować. Ja na pewno męża bym nie namawiała na bycie razem ze mną, bo wiem, że faceci są wielkimi cykorami i się wszystkiego boją.
Nie wiem czy dobrze napisałam to co chciałam wam przekazać, może mnie dobrze zrozumiecie:-):-):-)