mamaflavii
Mama Flavii i Julianka
samaola - moze bol nie odbiera rozumu, ale w przypadku porodu, jest to bol narastajacy, pierwsze centymetry rozwierania sie szyjki sa do przezycia, mozna nawet zajmowac sie czyms innym, ja np. wykanczalam moje ostatnie zlecenie (a jestem tlumaczem), w koncowej fazie rozwierania sie bol jest niewspolmiernie wyzszy i trudno sie na czymkolwiek skupic, mnie kazali chodzic az do konca, choc z bolu ledwo co trzymalam sie na nogach i ruszalam, poza tym nie ma sie czasu na odpoczynek, bo skurcze sa wtedy jeden za drugim. Oddychanie pomaga, dotlenia dziecinke, co najwazniejsze, ale w zaden sposob nie eliminuje bolu. No a potem, na koniec, przychodza jeszcze bole parte i to juz zupelnie inna para kaloszy.
Nasuwa mi sie moze niecodzienne skojarzenie z taktykami meczenia wiezniow z przeszlosci, by cos z nich wydobyc - opieraly sie wlasnie na podobnej zasadzie, systematycznego nieprzerwanego albo narastajacego bolu, i wielokrotnie odnosily zamierzany skutek, czlowiek z wycienczenia tracil w pewnym sensie panowanie nad soba i przyznawal sie. Mysle, ze dziewczyny mialy wlasnie cos takiego na mysli mowiac o traceniu rozumu. Nie mozemy byc pewne do konca swoich reakcji, bo nie znamy ogromu docelowego bolu, nawet na poczatku akcji porodowej.
Nasuwa mi sie moze niecodzienne skojarzenie z taktykami meczenia wiezniow z przeszlosci, by cos z nich wydobyc - opieraly sie wlasnie na podobnej zasadzie, systematycznego nieprzerwanego albo narastajacego bolu, i wielokrotnie odnosily zamierzany skutek, czlowiek z wycienczenia tracil w pewnym sensie panowanie nad soba i przyznawal sie. Mysle, ze dziewczyny mialy wlasnie cos takiego na mysli mowiac o traceniu rozumu. Nie mozemy byc pewne do konca swoich reakcji, bo nie znamy ogromu docelowego bolu, nawet na poczatku akcji porodowej.

