reklama

Opisy naszych porodów

Od paru dni podczytuje ten wątek... Niby będę rodziła drugi raz i wiem już jak to jest, czego się spodziewać, a tak naprawdę to wszystko może być inaczej;-) Pierwszy poród miałam raczej spokojny i bezproblemowy. Ból był też do zniesienia i nie trwało to zbyt długo, więc liczę że i tym razem będzie podobnie, albo lepiej;-) Mój mąż był ze mną od samego początku i bardzo pomogła mi jego obecność i wsparcie:tak: Uważam, że nawet jeżeli podczas porodu wydarzyłoby się coś, czego mogłabym się wstydzić, to on by to zrozumiał w takiej sytuacji, bo to jest biologia i naturalna kolej rzeczy, a tego się nie przeskoczy;-)

Ja bym chciała z mężem rodzić, przy narodzinach Franka też był. U nas jest problem innej natury, istnieje opcja, że nie będziemy mieli z kim Franka zostawić i wtedy zapomnij...

Tym razem też bym chciała, żeby ze mną był, ale podobnie jak u golimek może zdarzyć się tak, że nie będziemy mieli z kim zostawić Victora:sorry:
 
reklama
To ja jakaś inna jestem. Pierwszy poród BEZ męża drugi tym bardziej bo nie będzie z kim kacperka zostawić.
Czesmu na nie?:eek: sama nie wiem ale dodam że nie chodzi tu o wstyd ani o inne takie rzeczy bo u nas nie wstydzimy się z niczym, mąż teraz na przykład pomaga mi się golić na dole, bez problemu przebywamy w jednej łazience więc to nie to. Ja po prostu mam taką naturę. Nie żałuję pierwszego porodu że Piotrka nie było i on też nie żałuje i mimo że nie był przy porodzie jest najwspanialszym ojcem na świecie i kocha małego nad zycie.

Co do opłat to jak rodziłam kacperka to poród rodzinny kosztował 100 zł a teraz nie wiem jak jest
 
ja jeszcze do konca nie wiem jak będzie z tym porodem bo mój Mąż nie do konca jest przekonany, czy chce a ja go nie zmuszam. Bo to musi być tylko jego decyzja :) mówi, ze ze mną tam pojedzie, ale nie wie czy wytrzyma i czy mi tam nie zemdleje hehehe... Tylko, że tu poród rodzinny nic nie kosztuje :) to chyba plus :)
 
Jeśli chodzi o poród rodzinny, to mój Mąż od samego początku zapowiadał, że będzie i nadal trzyma się tej wersji. Do niczego Go nie namawiałam, to byla Jego decyzja. Cieszę się, że będzie przy mnie. Potrafi mnie zmobilizować w sytuacjach, kiedy tracę głowę, zatem mam nadzieję, że i tutaj będzie tą rozsądniejszą siłą.
Co do nacinania, to w szpitalu, w którym będę rodziła wykonuje się to raczej rutynowo. Nie wiem, czy to dobrze czy źle. Słyszałam bardzo wiele za i wiele przeciw, ale jak cały poród to też pewnie jest sprawą indywidualną.
A co do bólu...to chyba normalne, że się boję. Mam niski próg odporności na ból, zatem nie wiem jak ja i mój organizm zareaguje, czy będzie on dodatkową mobilizacją czy wręcz przeciwnie. Jedno wiem, teraz odwrotu już nie ma;-) Jakoś nie mogę w to uwierzyć, że czas ciąży tak szybko zleciał. Teraz ostatni trymestr i dzieciątkoo będzie juz z nami.
 
Ja tez chce znow rodzic z mezem, choc tym razem bedzie problem z kim zostawic corcie. Tu w Niemczech mozna sobie wynajac sale dla rodziny, by tam spala, wiec ewentualnie tak zrobimy, albo namowimy babcie, by okolo tego czasu do nas na jakis czas przyjechala i zajela sie wnuczka.
Szczerze mowiac nie wyobrazam sobie porodu bez meza. Sama obecnosc ostatnim razem bardzo pomogla, a i duzo tez mnie masowal, co pomoglo odwrocic mysli od bolu. Choc byly momenty, ze stal bezradny i ta swa bezradnoscia mnie wrecz denerwowal, to jednak bez niego nie chcialabym rodzic. A i on inaczej sobie nie wyobraza. :tak:
 
Ja starszego rodzilam sama,bo w nocy i maz dojechal dopiero na sam koniec,zreszta to byly jeszcze czasy,ze takie porody byly rzadkoscia.Drugiego rodzilam z mezem i jestem zadowolona,bo mi pomogl,trzymal za reke,masowal plecy.Najsmieszniejsze bylo to jak polozna zapytala czemu starszego syna nie ma przy porodzie.Zdebielismy z mezem,bo to chyba raczej nie widok dla 9-o latka.Ale tutaj bardzo modne sa porody w domu i czesto jest tak,ze cala rodzina uczestniczy w wydarzeniu,lacznie ze starszym rodzenstwiem.Teraz tez chce z mezem:tak:
 
Nie wiem czy o wstydzie pisząc w swoich postach nawiązujecie do mojej wypowiedzi. Ja nie mówiłam o wstydzie. Kurcze nie wyobrażam sobie wstydzić się przed własnym mężem.
Ja pisałam o odrzuceniu. Ja mam bardzo wybujałą wyobraźnię i już dziś sobie wyobrażam jak będzie wyglądał poród. Coś czuje, że będzie to dla mnie niemiłe zaskoczenie. Choć wiem, że szpital jest brzydki, to nie wiem jak wygląda porodówka i łazienki, a to dla mnie najważniejsze, nie chcę tego oglądać, bo mogę nie chcieć tam w lutym pojechać:-):-):-).
 
Moj mąż jak tylko się dowiedział, że zostaniemy rodzicami, to zapowiedziała, że rodzimy razem. Ja sobie nie wyobrażam żeby było inaczej. Oczywiście jeśli bym rodziła naturalnie. No a jeśli jednak będzie cesarka to trudno, jakoś to przeżyje. A cesarkę mam mieć bo dzidziuś jest źle ułozony i moja pani doktor twierdzi że nie ma szans by się przekrecił. Ja jednak licze, że dobry z mojego maluszka akrobata i da rade:)
 
Nie wyobrażam sobie rodzić bez mojego mężą...razem robiliśmy to razem rodzimy. Z resztą mąż sam jest bardzo na tak dla wspólnego porodu, do tego stopnia, że wyśmiewa innych mężów, którzy z różnych powodów nie chcą uczestniczyć lub nie byli przy porodzie.
Jestesmy swoimi najlepszymi przyjaciółmi, komu mam bardziej ufać w tak ważnym momencie jak nie jemu?
 
reklama
Aga, niestety większość szpitali do ładnych nie należy, wręcz przeciwnie. Przed poprzednim porodem nie "zwiedzałam" porodówki, teraz też nie mam zamiaru. zresztą ważniejszy jest dla mnie sam oddział połozniczy, bo nie chciałabym znowu mieć łóżka, które ma z 50 lat i chociaż łazienkę chciałabym mieć w miarę blisko, a nie na drugim końcu oddziału.
A mąz przy porodzie ma być dla wsparcia, ma trzymać za rączkę, masować plecy. Przecież to nie on odbiera poród i wszystkiego nie widzi, chyba żeby mu na tym zależało, ale po co. Chociaż znam osobiście przypadki kiedy maż dokładnie filmował poród, a przede wszystkim przyjście na świat dziecka i to już mnie odrzuca.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry