reklama

Opisy naszych porodów

my zakończyliśmy szkółkę i powiem szczerze, ze nie żałuję!! :-) a co najfajniejsze- jedna z kursantek urodziła w środę, a w czwartek na zajęcia zajrzała się pochwalić, że 4 parcia i po wszystkim!!:szok::szok: i opowiedziała, z czego korzystała na porodówce: wanna, piłka, takie specjalne krzesełko i na ostatnie 15 minutek ziuuu na łoże i Bąbelek wyskoczył:-):-):-) Szczęśliwa i zadowolona i mówiła wciąż: słuchajcie położnych!! :-)
POważnie- oboje z Małżonem uspokoiliśmy się, wiemy co gdzie jest w szpitalu, znamy trzy z sześciu położnych, wiemy, że dla Tatusia jest taki żółty fotelik na porodowce- jakby się zmęczyl ;-);-) Żółty, żeby go szybko zauważył w chwili słabości;-);-);-) Mamy telefony do położnych, a one chętnie pogadają tuż przed wyjazdem z domu z pacjentką, czy te skurcze to juz na pewno "te", bardzo fajne babeczki :-)
Teściowa pluła sie, że szkoła, że po co, ze 200 zł i 40 km od domu, że paliwo i ogólnie koszty... blaaaaaa ... a ona trzech urodzila bez szkoły... wrrr... za jej młodości dzieci na 3 zdrowaśki wkładano do pieca, wiec dyskusja z nią nie ma najmniejszego sensu ;-)
koleżanki się pytają, czy boję się porodu?? a pewnie, kurcze, że się boję, ale nie ma już odwrotu- jest ciąża- będzie poród!! po to mi szkoła rodzenia, zeby jak najlepiej sobie poradzić:-) i Mąż też się przyda, cieszy się na myśl o cięciu pępowiny... i uspokaja go perspektywa żółtego fotela...:-)
ot, tyle...

bywajcie zdrowo... całusy dla Wszystkich!!:tak:
 
reklama
a ja Wam się przyznam, że moja szkoła rodzenia jest do bani i totalnie nie mam ochoty na nią chodzić, dziś tak np opuszczam drugie już zajęcia (tzn. opuszczam je dlatego bo ostatnio miałam problemy zdrowotne, ale za nic w świecie nie mam poczucia winy, że coś tracę)

z teorii wszystko co mówią to już wiem, bo z nudów połykam książki jak młody pelikan, a czasopism dla dzieci jest teraz od groma i można wyczytać wszystko, a ćwiczenia z kolei to dla mnie jakaś totalna pomyłka, wiecie ja jestem zwykła prosta dziewczynka a masaże shiatsu i zajęcia ruchowe z mistrzem Shaolin mnie nie bawią :)
 
My szkółkę zaczynamy od przyszłego tygodnia. Zobaczymy jak to będzie :-)

Co do poródu, też nie czuję panicznego strachu przed nim. Nie wiem jaki to ból więc się go nie boję. Może do drugiego porodu będę podchodzić inaczej hehe :-D
A jeśli chodzi o poród rodzinny - ja bardzo chciałabym żeby mój mąż był przy mnie. Ale nie będę go do tego zmuszać. On sam musi podjąć decyzję. Pocieszam się tym, że na początku mówił stanowczo nie! Od tamtej pory zero rozmów na ten temat. Od niedawna czytałam mu tylko akapity z gazet o dumnych tatusiach, którzy uczestniczyli w porodzie, albo czasem przeczytam jakiegoś posta z forum. Ale później zero dyskusji. Wczoraj zapytałam go co sądzi na temat porodów rodzinnych i tu ku mojemu zaskoczeniu nie powtórzył NIE, tylko stwierdził, że się zastanawia. Daję mu wolną rękę. Nie mogę go zmuszać bo to tylko pogorszy sprawę.
Ale nie chodzi mi o to, żeby zaglądał mi między nogi i patrzył jak się wszystko otwiera i wypycha dzidzię na świat, tylko żeby stał po drugiej stronie - przy mnie, masował mi plecki, trzymał za rękę, oddychał razem ze mną, krzyczał razem ze mną (albo za mnie :-D )
Teraz kilka moich koleżanek urodziło dzieci wraz z mężami, a poza tym czytam troszkę w necie i wiem, że niektóre dziewczyny nie wyobrażają sobie, że mogłyby przejść przez poród bez męża. Chciałabym powiedzieć tak samo. Chciałabym poczuć, że mogę na niego liczyć zawsze i wszędzie - a nie tylko "czasem, jak on ma na to ochotę". Oczywiście tego już mu nie powiem, bo wtedy wyjdzie na to, że go zmuszam. Myślę, że gdybym mu to powiedziała, czy poprosiła żeby był ze mną, to mi nie odmówiłby (przecież ciężarnym się nie odmawia) ale wolę, żeby wyszedł z tym, ze swojej inicjatywy. Zeby to była jego decyzja.
 
Ja ogólnie jestem zadowolona.. tylko tyłek mój nie bardzo- 2 godziny to dla niego za dużo do usiedzenia:sorry:
Ale przyznam się że część rzeczy które ta kobitka mówi to też wiedziałam.. jeden plus że oddychanie ćwiczymy co zajęcia-tylko sie zastanawiam jak to będzie z tym oddechem w ferworze parcia i bóli porodowych:eek:
 
Dziewczyny, ja czytając posta samaoli nie odniosłam wrażenia żadnej wyższości, tam nie było nic obraźliwego,ani uwłaczającego. Ona pisała o sobie, a nie wyśmiewała się z kogoś, czy z czyichś mężów. Ot tak, jak każdy wyraziła swoje zdanie. Mam nadzieje że mnie nikt nie zlinczuje...
Co do mojego męża, to ja nie wyobrazam sobie porodu samodzielnie, gdyby Michał powiedział stanowcze NIe, wiem że poprosiłabym przyjaciółkę, albo kogoś bliskiego. Ale mój M powiedział ,że wolałby nie, ale jeśli chcę on będzie przy mnie( tak mówił kiedyś). Teraz, po tych wszystkich szkołach rodzenaich, relacjach z porodów itd, przyjmuje to za naturalna rzecz że będzie. Ciesze się z tego, a zarazem boje, bo byłam kiedyś jak mu pobierali krew to biedny misiaczek odpłynął na jej widok. To co on biedny zrobi jak zobaczy moją krew?
 
Nie nam oceniać posty samaoli powiem tylko tyle że wyśmiewanie się z innych (jak pisze samaola)świadczy tylko o stopniu naszej kultury i to wszystko;-) i tak jest w tym przypadku

I przychylam się do opinii innych dziewczyn.
 
Powiem szczerze, że na początku ciąży byłam zdecydowana rodzić bez męża, a już na pewno w ostatniej fazie porodu. Teraz trochę zmieniam zdanie. Koleżanka opowiadała, że obecność męża bardzo jej pomogła, chociażby dlatego, że w kartę wpisali jej złą grupę krwi i mąż się zorientował, chodził do położnych kiedy ją olewały itd. W takich sytuacjach my nie myślimy o takich przyziemnych sprawach i po to właśnie jest nam potrzeby ktoś bliski.
Położna z którą rozmawiałam zachęca do wspólnych porodów. Czasem poród trwa bardzo długo i naprawdę czułybyśmy się samotne przez te kilkanaście godzin.
 
Ooo..ja widze, ze niektore juz pokonczyly szkole rodzenia, a my, tak jak i ardzesh dopiero zaczynaja :))

Ja tam tez nie widze atakow samaoli, dziewczyny wezcie pod uwage, ze to jest net, nie zawsze uda nam sie dokladnie przekazac to, co chcemy, a juz na pewno nie tak jak chcemy. To tylko slowo pisane.
Z niedowierzaniem, ale i z zazdroscia czytalam jej post o porodzie, bo chcialabym miec taka wiare.
 
reklama
wyśmiewanie się z innych (jak pisze samaola)świadczy tylko o stopniu naszej kultury
Z wyśmiewaniem pisałam o reakcji męża. Mężczyźni mają swój własny język tym bardziej między sobą, ja to nazywam wysmiewaniem się a w praktyce oznacza to zdanie: "No co ty, chcesz swoją kobietę samą zostawić?".
Dziękuję za podkreślenie, ze nie mam kultury, nigdzie jeszcze w życiu nie usłyszałam tyle niemiłych słów...
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry