lajfik no to tak, moja wspóllokatorka w niedziele rano miala pierwsze skurcze i pojechała z męzem do szpitala no bo we wtorek miała miec termin, wiec to już był czas. Tam ją zbadali i zapytali czy chce wrócic do domu i przyjechać raz jeszcze jak skurcze bedą jeszcze silniejsze, ale wiedomo jak to jest tutaj-wszędzie korki, więc ona powiedziała, ze nie, ze woli już zostać no i mąż też jej już nie chciał zabierac do domu bo sie bał, ze mu jeszcze w domu urodzi. I tak została od rana w niedziele na oddziele. Nad ranem w poniedzialek znowu miała silnejsze skurcze i lekarz stwierdził, ze czas jechać na porodówkę, więc pojechali i się zaczęło, ale bardzo powoli bo od 4 nad ranem dostała tam jakies kroplówki i oksytocyne i lekarz powiedział, ze gdzies za 8 godzin urodzi... No i w miedzyczasie dostała jeszcze znieczulenie zewnątrzoponowe. Rodziła z mężem, ale poród miała ciężki bo malutkiej wyszla główka i dalej nie mogła się urodzić... Bardzo sie porozrywał, ale wreszcie sie udało i Zosia się urodziła o 12:00 w poniedziałek. Pozszywali ją i od razu dziecko do piersi przystawiła i mala bardzo dobrze ssie pierś

Moja współlokatorka opieke medyczną i położne bardzo sobie chwaliła, że sa bardo miłe, uprzejme i bardzo pomagają. Ogólnie bardzo jest zadowolna ze szpitala. Szybko ich do domu wypuścili bo już w srode były z nami

a dziś odwiedziła ich położna i wszystko w jak najlepszym porządku, Mała dobrze je i przybiera na wadze

aha no i ona rodziła w Coombe to narodowy szpital uniwersytecki tylko połozniczy i dla malutkich dzieci... no i ja też mam tam rodzic, więc wierze, że bedzie wszystko dobrze

a Ty Lajfi będziesz rodzić w Cork??
Pozdrawim serdecznie :*