Ewelinka:)
jesteśmy rodzicami:)
byliśmy wczoraj na tych zajęciach..było siedem par, położna miła..w ogóle sympatyczna atmosfera panowała
ale zajęcia jak dla mnie nudne..może dlatego, że to teoria a ja tyle już na ten temat czytałam, że wszystko wiem
za to mężusia to zainteresowało
w ogóle miałam wrażenie, że ta szkoła rodzenia to dla ojców jest..panowie cały czas się udzielali, zadawali pytania..normalnie w szoku byłam..no i z tych siedmiu par sześc ma termin na luty
w tym lutym to będzie jakiś narodzinowy szał
ale zajęcia jak dla mnie nudne..może dlatego, że to teoria a ja tyle już na ten temat czytałam, że wszystko wiem
za to mężusia to zainteresowało
w ogóle miałam wrażenie, że ta szkoła rodzenia to dla ojców jest..panowie cały czas się udzielali, zadawali pytania..normalnie w szoku byłam..no i z tych siedmiu par sześc ma termin na luty
w tym lutym to będzie jakiś narodzinowy szał


sala wykładowa sąsiaduje z porodówką. Takie krzyki, że wszystkie kobiety na sali zbladły. Mnie też to dopadło. Dosłownie miałam łzy w oczach! Położna która prowadziła zajęcia próbowała nas uspokoić, że krzyki pomagają, ale... do końca zajęć nie wiem o czym mówiła, bo nie dało się jej słuchać :-( Marzyłam żeby już wyjść i jechać do domu. Po wyjściu z sali zaczęliśmy z mężem o tym rozmawiać i dałam upust łzom. Mąż w szoku, bo do tej pory nie okazywałam strachu przed porodem, a stwierdził, że przecież widziałam niejeden poród w TV.