reklama

Opisy naszych porodów

byliśmy wczoraj na tych zajęciach..było siedem par, położna miła..w ogóle sympatyczna atmosfera panowała:tak: ale zajęcia jak dla mnie nudne..może dlatego, że to teoria a ja tyle już na ten temat czytałam, że wszystko wiem:-D za to mężusia to zainteresowało:szok: w ogóle miałam wrażenie, że ta szkoła rodzenia to dla ojców jest..panowie cały czas się udzielali, zadawali pytania..normalnie w szoku byłam..no i z tych siedmiu par sześc ma termin na luty:szok: w tym lutym to będzie jakiś narodzinowy szał:sorry:
 
reklama
My dzisiaj po pierwszych zajeciach :)) no i wiedza jaka wynioslam to POROD BOLI i nie ma sie co oszukiwac, ale grunt to dobre nastawienie :)) no to ja sie od dzisiaj nastawiam :))
 
Ja miałam dzisiaj drugie zajęcia :) Póki co - nie nudzę się, pomimo, że sporo już wyczytałam w necie czy w gazetkach :-) Powtórka tylko utrwala.
Jest nas bardzo dużo na zajęciach. 37 kobiet na liście a mężczyzn towarzyszących jest tylko 5 albo 6. Pomimo, że mamy samą teorię, zajęcia są interaktywne, więc dyskusja trwa i czasem jest nawet zabawnie. I jestem w szoku, bo prowadząca oznajmiła nam, że jesteśmy ostatnią grupą w SR. Już zamykają swoją działalność! :errr:
Dlaczego? Przez baby boom! Jest coraz więcej uczestników szkoły, sala konferencyjna jest mała, siedzimy jak śledzie (przyznaję, że męczące jest dla mnie takie siedzenie, bez poduszki pod plecami) a organizatorzy szkoły chcieli zmienić warunki na lepsze, wprowadzić zajęcia ruchowe i praktyczne. Ale "góra" to ignoruje. Więc niby dla dobra przyszłych rodziców likwidują szkołę :crazy:
 
Kolejne zajęcia SR za mną.
Do tej pory, w ogóle nie bałam się porodu. Widziałam, że boli, ale jakoś nie czułam panicznego strachu...
A dzisiaj na zajęciach - wielkie krzyki i jęki :baffled: sala wykładowa sąsiaduje z porodówką. Takie krzyki, że wszystkie kobiety na sali zbladły. Mnie też to dopadło. Dosłownie miałam łzy w oczach! Położna która prowadziła zajęcia próbowała nas uspokoić, że krzyki pomagają, ale... do końca zajęć nie wiem o czym mówiła, bo nie dało się jej słuchać :-( Marzyłam żeby już wyjść i jechać do domu. Po wyjściu z sali zaczęliśmy z mężem o tym rozmawiać i dałam upust łzom. Mąż w szoku, bo do tej pory nie okazywałam strachu przed porodem, a stwierdził, że przecież widziałam niejeden poród w TV.
Ale na żywo brzmiało to dużo gorzej :( Czy ja dzisiaj zasnę?
Jejku, a jeszcze 7 zajęć przede mną! Przecież jak znowu usłyszę takie krzyki to chyba wyląduję obok na porodówce! Już i tak zarówno na zajęciach podczas tych dźwięków jak i teraz gdy to piszę - mam brzuch twardy jak skała :(:-(
 
ardzesh a może się uodpornisz na to i potem będziesz mogła wrzeszczeć do woli.:-)
a tak poważne to dziękuję bardzo: kobieta się męczy za ścianą a wy sobie gadu gadu... nieźle.

Dobrze, że będę miała zajęcia indywidualne i to u koleżanki-położnej w domu.
 
:-D:-D:-D
Jedne wrzeszczą i przeklinają :szok:...ja należałam do tych co nie krzyczały ...tylko przy ostatnich partych..jakiś tam dźwięk wydałam ..ale tak jakoś samo z siebie bo byłam zmasakrowana i wymęczona ;-):-)

Krzyki nic nie dają;-) trzeba się skupić na oddychaniu i nabierać siły na przyjście następnego skurczu ....to na pewno jest lepsze:-):-);-)
 
:-D:-D:-D
Jedne wrzeszczą i przeklinają :szok:...ja należałam do tych co nie krzyczały ...tylko przy ostatnich partych..jakiś tam dźwięk wydałam ..ale tak jakoś samo z siebie bo byłam zmasakrowana i wymęczona ;-):-)

Krzyki nic nie dają;-) trzeba się skupić na oddychaniu i nabierać siły na przyjście następnego skurczu ....to na pewno jest lepsze:-):-);-)

z ust mi to wyjęłaś...tak mi też położna mówiła przy porodzie..ja zresztą nie z tych krzykliwych ;-):-D
 
Ja tez nie krzyczalam. Jedyny glosny jek jaki z siebie wydalam byl podczas nacinania krocza - a ponoc mialo az tak nie bolec :baffled:

ardzesh - nie boj sie, porod da sie przezyc, wszystkie te, ktore maja juz dzieci sa tego przykladem ;-). A odczuwanie bolu z tego co pisza inne dziewczyny (wlasnie podczytuje opisy porodow grudniowek), to naprawde sprawa subiektywna. Moze ty nie bedziesz go az tak dotkliwie odczuwac. Zreszta te kulminacyjne momenty bolu trwaja tylko kilka godzin. Coz to jest te kilka godzin? Z doswiadczenia Ci powiem, ze zapomina sie je dosc szybko.:tak:
Pozytywnie mysl a zobaczysz, ze nie bedzie tak zle.;-)
 
a ja z kolei się uczyłam, że dźwięki o niskich tonach pomagają i że jest ogólnie powiązanie ust z kanałem rodnym, zamknięte usta = zamknięte wyjście dla dziecka na świat.
że powinno się mieć otwarte oczy, nie zaciskać twarzy i jest to gwarancją, że urodzi się szybciej :)

ja już podjęłam dedyzję powiedziałam mężowi, żeby nie wiem co się działo, ma mi nie pozwalać się kłaść - chcę rodzić na stojąco albo w pozycji kucznej :)
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry