• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

opowieści z porodówki

reklama
Moja historia;)
Miałam termin na 9,04,2010r. dzień przed terminem poszłam na wizyte i kolejnego dnia kazano przyjsc mi na KTG bo nie ciekawe wyszło;/ Tak więc 9,04 poszłam na kontrole i dostałam skierowanie do szpitala bo nie ciekawe wychodziło. I tak leżałam w tym szpitalu i nic się nie działo.Już chiałam do domu wyjść po 5 dniach ale zostałam, no to powiedzieli ze 19,04 bedą wywoływać i tak się stało, ok godz 7 dostałam kroplówkę, ok pół jej zleciało i podłączyli mnie pod KTG i nagle się okazało że malutkiej spada tętno,szybko pełno lekarzy,przygotowanie i jeziemy na sale na CC.Byłam w szoku nie wiedziałam co się działo,uspokajali mnie że będzie dobrze,znieczulili i zaczeli malutką wyciągać(czułam jak mi w brzuch grzebią, pomimo znieczulenia w kregoslup), szybko wszystko poszło, pokazali mi malutką, waga:2,650 długość:50cm 10punktów Apgar(mała waga a aż 10 dni po terminie) urodzona o godz 9,20 dnia 19,04,2010;)
Wszystko dobrze się skończyło,a tak się bałam jak mnie wiezli.
 
U mnie ruszyło się po wtorkowej wizycie u gina-czyli po masażu szyjki. Nastepnego dnia zaczął mi schodzić krwisty śluz (całą środę). Wieczorkiem zmienił barwę na białawo-żółty,więc stwierdziłam,że chyba jeszcze czas. I wypróbowaliśmy z mężem naturalny sposób:-pPrzyszedł kolejny dzień (czwartek) i nadal nic. O 12:00 miałam obiad,na którego totalnie nie miałam ochoty-poskubałam tylko. Później poszłam z Gabi na bajkę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam skrobać posta na forum-niestety nie zdążyłam go wysłac,bo czułam,że cos mi tak dużo wydzieliny idzie,wstałam i poczułam ciepłą wodę spływającą mi po nogach. Gabi patrzy na mnie i mówi:"No co ty mamusiu posikałaś się?":laugh2:Poszłam do łazienki,umyłam się i zadzwoniłam po męża. Teść dowiózł mnie przed szpital,gdzie już czekał mąż. Po drodze mineliśmy kominiarza!:rofl2:Poszliśmy na izbę przyjęć. Zbadano mnie i puls dzieciątka,potem kazano przebrać się mnie i mężowi (och ten jego cudny fioletowy strój:laugh2:). Potem pojechaliśmy na porodówkę. Podłączono ktg i zbadanao-2cm rozwarcia i tyle. Powiedzieli mi,że jak się nie ruszy nic po 2h to jadę na patologię. Położna po godzince kazała mi pochodzić i przy twardniejącym brzuszku kucać i rozszerzać nogi-POMOGŁO! Dostałam coraz to silniejsze skurcze.Mąż patrzył na zegar i liczył każdy skurczyk,a potem meldował położnej:tak:Potem była piłeczka i znowu leżenie i ktg. Niestety wtedy przyszedł koszmarny scenariusz-BÓLE KRZYŻOWE!:no: W życiu nie zapomnę tego bólu-skurcze macicy chowają się przy tych bólach.Czułam jak mi ktoś noże ciśnie w plecy!Położna zbadała mnie i miałam 4cm,także był postęp.Dała mi czopki(chyba paracetamol),bo dostałam goraczkę.Ale co najciekawsze pojawiła się p.doktor i mówi,że żaden skurcz się nie zarejestrował,a ja tu zdycham z bólu,więc spojrzała na mnie i mówi,że mnie zbada.Po czym stwierdza:No proszę-7cm!My tu zaraz rodzimy!Niestety strasznie długo to trwało-zdążyłam usłyszeć 3 rodzące się obok maleństwa.W końcu położna mówi,że powinnam mieć parte i miałam-tylko inaczej je odczuwałam jak przy 1.porodzie.Teraz czułam,że chce mi się kupę:-pPrzy 9cm podłączyła mi oxy i potem kazała na skurczach przeć.Parłam,mąż trzymał mnie za rękę,łzy samoistnie ciekły po policzkach,a tu nie szło.Coś się blokowało.Położna mówi do mnie,że idzie burza,więc musimy zdążyć urodzić przed nią:-pPo wielkich staraniach poszło.Okazało się,że mały rodził sie twrzyczką w druga stronę,więc dlatego szło mi ciężej i dodatkowo był owinięty 2x pępowiną:szok:Na szczęście urodził się bez problemów i dostał 10 pkt Apgar.Gdy wydał pierwszy płacz,za oknem zaczęło trzaskać i błyskać-zdążyliśmy przed burzą:sorry:Nie byłam nacinana,poszła mi delikatnie skórka,więc miałam 2 szwy.Łozysko całe,więc obyło się bez czyszczenia.Położne-super kobiety,kazały nam przyniesć aparat i natrzaskały fotek.Mój M bardzo dumnie przeciął pepowinę,co oczywiście jest uwiecznione;-)Potem spędziliśmy 2h na sali porodowej i pojechaliśmy na położnictwo. Obalił się tylko w moim przypadku mit,że drugi poród jest lżejszy-u mnie był cięższy,ale to cena jaką chcemy zapłacić za ten cud:-)
 
Persefona - fajnie się czyta takie historie, mimo, że pewnie lekko nie było. Ale jak mówi moja mama -o tym się potem nie pamięta, zostają tylko dobre wspomnienia.
 
Dla takiego cudu jakim jest zycie stworzone przez nas to chyba kazda matka bylaby w stanie przetrwac kazdy bol, moze mowie tak, bo nie wiem co to bol porodowy ale dalabym wszystko zeby miec juz syneczka w ramionach.

A burza z piorunami to bedzie jak ja zaczne rodzic :-D
 
reklama
jak czytam Wasze historie to za każdym razem ryczę... i podziwam, najgorsza jest niewiedza i strach przedtym czego nie znamy. Ale ciesze się, że opisujecie je nie jako koszmary a jako mały płotek w biegu do mety, pięknie :)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry