a u nas Kochane to bylo tak

w poniedzialek wieczorem zaczely brac mnie jakies mocniejsze skurcze, ale byly do wytrzymania więc sobie jeszcze wyszłam na spacerek z moim pieskiem- zrobilismy jakies 5 km

no i potem czas spac

kolo 3 obudzily mnie skurcze z krzyza heh przeklenstwo...;/ no i tak się zaczełam szwedac po mieszkanku

najpierw byly co 8 min i stopniowo się skracały

po 4 poszłam do mamy i pytam czy to moze juz

potem do męza no ale oni nie wiedzieli

no to stwierdziałam ze juz chyba czas i pojechalismy do szpitala

przyjeli nas kolo 6 juz z regularnymi skurczmi co 2 min i rozwarcie na 2.5 palca

bardzo mila polozna zrobila mi lewatywe ( za moją zgoda) no i przyszlo juz tylko czekac

Maz pojechal zalatwiac zastepstwwo w pracy a ja z mamy wsparciem zaczełam odczówac konkretne bóle.... no ale chodzilam , skskałam i takie tam. po 8 lekrz przebił mi wody i polecialy..za jakies pol godziny okazało się ze juz są bóle parte rozwarcie na 4 palce i Jula juz się pchac zaczyna

a męża nie ma

no i tak przetrzymalismy

jakos po 9 przyjechal no i gin i cala reszta juz przygotowani chwila moment z mała pomocą położnej która mnie nacieła Julka przyszła na świat o godzinie 9:30

heh się teraz wspomina ....
