Indziorka, jak swiat swiatem, rodzice wychowywali dzieci "cnotliwie i po Bozemu" i jak swiat swiatem mlodzi pieprzyli sie po katach, a starzy udawali ze o tym nie wiedza. No, sorry, nie wszyscy, niekiedy panny mlode miewaly prawo do welonu, ale nie czarujmy sie, znowu nie tak bylo zeby sie mlodzi przed slubem nie "sprawdzili" w ogole. Mnie tez mama nie tak wychowywala, wpajala mi ze cnota rzecz piekna, wrecz swieta i do slubu doniesc nalezy, a przeciez w pewnym momencie polapala sie ze ja juz cnote to i owszem, do oltarza, ale Amora zanioslam. Udawala ze nic nie wie, poki sama jej nie powiedzialam. Dorosla juz bylam, do cholery. W tej chwili podobnie jak Ty, zyje z zwiazku partnerskim. No, moze by sie i slub przydal, ale wylacznie dlatego ze troche mi nie lezy, ze Karol nosi inne niz ja nazwisko. Ze wzgledow praktycznych z reszta - nazwisko mojego partnera potrafia tu wymowic z lekkka go tylko znieksztalcajac, moje to juz kabaret jak sie za nie biora, wiec mimo ze moje jakby "ladniejsze", to lepiej malemu z imieniem ktore w tym kraju potrafia wypowiedziec. Poprzedni zwiazek mialam ze wszystkimi szykanami, licencjami, patentami i certyfikatami.. I co? I lypa, panie - bralam po ryju przez pare lat, jak tylko Pan i Wladca mial gorsiejszy humor. Tu jestem "na kocia lape" z czlowiekiem ktory mnie kocha, szanuje, przy ktorym moge sie czuc nie tylko czlowiekiem, ale kobieta w pelnym tego slowa znaczeniu. Wiesz co? To ja kicham na te papierki, swistki i szal w ramkach. I moja mama to rozumie, choc jak wspomnialam jej kiedys ze Rajmund mi sie oswiadczyl, to wyrazila zadowolenie. Ale w zyciu mi nie powiedziala ze wypadalo by, albo ze nie tak mnie wychowala. Z reszta... Wydaje mi sie ze zycie z jednym partnerem, w zasadzie jak w malzenstwie tylko bez papierka, to jeszcze nie sa lekkie obyczaje - Twojej mamusi sie lekko przekoloryzowalo.;-)