Kaka, gratuluję ogromniaście! Spokojnych 9 miesięcy!
A tak się czaiłaś z "humorami, huśtawką nastrojów..."


Trzymam kciuki za jutrzejszą rozmowę.
Trina czekaj czekaj, nie od razu Kraków zbudowano. Ale widać potrafisz być sugestywna, haha.
Jeśli faktycznie czekacie na odwilż, to korzystaj z dobroci kuchni polskiej i się nawet nie zastanawiaj;-)
Ula dobrze, że niegroźne i że kuracja pomaga. Też byłam zadowolona z "serwisu szpitalnego".
Za malutką wciąż się modlę i wierzę, że będzie dobrze

A będąc teraz w domu też już zakupiłam bilety na święta i znowu pojadę sama z Tuśką (27 marca) a m do nas dołączy. Co tu będę siedzieć i liczyć na klientów, którzy wszystko mają gdzieś
Minisia bez sensu życzyć "udanego rozwodu", ale skoro to już pewne, to życzę żeby było szybko, bezboleśnie i żebyście Ty i dzieci byli szczęśliwi.
Mam nadzieję, że m Cię nie zrobił tak w bambuko jak moją koleżankę tutaj:
są rozwiedzeni od wielu lat, ale jak mu się noga powinęła przydreptał do niej po prośbie. Przygarnęła go, bo córeczka mało szału za tatą nie dostawała. Wkręciła go w swój biznes kulinarny, pomagał jej, a w zeszłym tygodniu ukradł rzeczy do pracy, pudełka, nalepki i teraz pod jej nazwą firmy sprzedaje to samo do sklepów... Nóż się w kieszeni otwiera na takich tumanów.
Wiola sto lat dla Stasia. Hmm... już roczek. Czas leci, rosną dzieci:-)
Agamir oby nic się nie przypałetało, tfu, tfu. Ja też frytki wciągałam jak głupia - a tu "kraj frytkowy iście - i wyszła Tusia
Czarna straszne co piszesz. Nie żebym Ci tu kadziła, ale Niki ma mądra mamę i będzie jej łatwiej przez to przejść z Twoim wsparciem. Te historie z czadem są potworne:-(
Po powrocie się rozpakowujemy, pierzemy. M jest w domu dziś i jutro więc pracuję (taaaa...., jak widać

)
Tuśka tak ściskała swoje zabawki wczoraj. Siedziała u siebie i się nacieszyć nie mogła, hehe.