o prasowaniu będzie ciężko, bo nie daje mi żadnych miłych skojarzeń, sympatyzuję z klubem NO IRON :-)
ja dzisiaj dalej w biegu, zebrałam agrest, czeka na porzeczki, ale zaskoczyła nas burza, leżymy sobie na hamakach , pijemy wodę z lodem, cytryna i miętą (hit tego roku u nas), poprzez drzewo widać niebo błękitne, nikomu nie chce się głowy obrócić... a to był błąd, bo nadciągnęły takie chmury czarne, że od dwóch godzin leje, w biegu zbierałam pranie Michasia, mąż zakrywał basem, Majka ściągała pościel z parapetów - no jazda jakich mało, a że miałam na sobie kostium, to się szybko rozebrałam i łaziliśmy tak w ciepłym deszczu, zanim się w burzę zmienił :-)- POLECAM, poczułam się jak dziewczynka skacząca po kałużach :-)