reklama

Październik 2014

Pscółka – mam dokładnie takie same doświadczenia L W poprzedniej ciąży też chodziłam zimą i nawet jak już na ktg do szpitala jeździłam to jakoś wszyscy byli bardzo zajęci oglądaniem widoków za oknem i nikt nie ustępował miejsca w autobusie…
Czarna – tylko pozazdrościćJ
Jeden z krakowskich hipermarketów (gdzie oczywiście są kasy dla ciężarnych, ale jakoś nigdy nikt tego nie respektował) obsmarowali kiedyś w gazecie i rzeczywiście na jakiś czas się zmieniło podejście i jak tylko ciężarna się zbliżała to zapraszali bez kolejki, ale chyba już zapomnieli :/
Lucus – ja nawet w przychodni nie mogę liczyć na „uprzywilejowanie”…
Syla – no czasami faceci są najgorsi; jak byłam w pierwszej ciąży to stanęliśmy w markecie do uprzywilejowanej kasy za jakimś gościem, który bardzo się oburzył, jak kasjerka poprosiła nas przed niego (chyba nie zauważył w jakiej kasie stoi…).

My na razie żadnych zakupów nie robimy - nie wiemy czy chłopiec czy dziewczynka, więc musimy się trochę wstrzymać. Jak będzie dziewczynka to będziemy musieli tylko trochę drobiazgów dokupić, bo większość ubranek po Julci i jakiś kombinezonik na zimę, bo pierwsza dzidzia wiosenna :)

 
reklama
Pscółka: świadomość, że Ty już tu jesteś zachęciła mnie do zawitania tutaj. JA najbliżej do natury mam do ogrodu saskiego. Niestety zwierzątek tam nie ma. Czasem piesek się trafi.
Karina: ja ostatnio dowiedziałam się za izbie przyjęć, że będzie dziewczynka. W piątek mam połówkowe usg więc się płeć potwierdzi. Ubranka mam po starszej córce. Tylko śpioszki i ubranka w rozmiarze 56-68 muszę kupić od zera bo wydałam biedniejszej rodzinie. Nie sądziłam, że tak szybko uda nam się zajść w drugą ciążę.
 
wawka - chyba musimy wyjaśnić co nas łączy, bo teraz to wygląda co najmniej dziwnie:-D po prostu obie jesteśmy z kwietniówek 2013, nawet niedawno się okazało że rodziłyśmy w tym samym szpitalu i mijałyśmy się na poporodowej, z tym, że jeszcze wtedy się nie znałyśmy:-D
 
W poprzedniej ciazy tylko raz jechalam komunikacja miejska i jakas pani strasznie mnie przepraszala, ze nie zauwazyla mojej ciazy i tak pozno mi ustepuje.

Ja jestem agresywnym typem i gdyby ktos mi zwrocil uwage, to chetnie bym sie po nim przejechala. Dobrze robi na frustracje. Generalnie jednak uwazam,ze matka z malym dzieckiem ma czesto trudniej od ciezarnej, bo tu pociecha jest cicho i pod kontrola.
 
Pscółka: ja mam termin dzień przed Tobą więc porodówka znów będzie nasza ;-)

U mnie problem ustępowania miejsca w komunikacji miejskiej sam się rozwiązał. Wszędzie jeżdżę z Michaliną z wózkiem i muszę stać koło wózka i go trzymać. O siadaniu nie ma mowy.
 
Ja teraz nawet nie egzekwuję miejsca siedzącego ani pierwszeństwa w kolejce bo po prostu szkoda moich nerwów...

Pamiętam sytuację w ciąży z młodym gdzie byłam w przychodni z moją babcią żeby zarejestrować się do endokrynologa. Rejestracja raz na 3 miesiące i ok 70 osób w kolejce:szok: Ja w może 2-3 miesiącu ciąży zagrożonej i jak tu stać. To pytam czy mogę wejść bez kolejki bo jestem w ciąży zagrożonej. Na to oczywiście krzyki ludzi że jakoś ciąży nie widać, że tutaj pani też z chorym mężem itp. itd. Moja babcia krewka kobieta z oburzeniem mówi żebym weszła z kimś do rejestracji to w sumie tak zrobiłam to ten "schorowany" mąż najgłośniej krzyczącej pani chciał się rzucić do mnie z łapami - hehe moja babcia prawie mu przyłożyła:tak:
Oczywiście Pani w rejestracji na fochu jak zwykle mówi żebym poszła do gabinetu lekarza - jak mnie przyjmie to ona mnie wcześniej zarejestruje bo tu ludzie też czekają... Nie no super. Poszłam pod gabinet, na szczęście tam jakaś Pani powiedziała żebym weszła z nią. Lekarz w porządku, powiedział że jak mam stwierdzoną niedoczynność to w ciąży to ważne dla dziecka i dał mi karteczkę że za tydzień mnie przyjmie (gdzie na wizytę się czeka minimum parę miesięcy).

Wróciłam pod rejestrację a tam oczywiście baby ze złośliwością "i co, i co" a ja nie mogąc sobie odmówić tej przyjemności jako że wiedziałam ile się czeka na wizytę ze słodkim uśmiechem powiedziałam że mam wizytę na za tydzień. Były wściekłe i oburzone:-) Przekazałam karteczkę nadąsanej pani rejestratorce i wyszłam bez słowa "do widzenia". Potem na każdej wizycie lekarz po tym jak opowiedziałam mu co mnie spotkało, sam mi wyznaczał terminy bez rejestrowania:)


Teraz czasami ktoś sam się domyśli że wypada ustąpić miejsca w kolejce ale to rzadkość...


Aaaa i najlepszy motyw, byłam w biedronce z mężem (ma 28lat) i kupowałam m.in. piwo dla niego. A kasjerka do mnie "proszę dowód", mój mąż zaczął się śmiać. Babka w kolejce za nami patrzy na mój brzuch i też się śmieje a kasjerka nie wiedziała o co chodzi (tam są wysokie pulpity i biedna brzucha nie zauważyła) a oprócz tego 18-tke to ja miałam 7 lat temu:D Ale miło mi się zrobiło:)
 
Jeśli chodzi o przywileje w kolejkach to ja wczoraj do laboratorium szłam z bojowym nastawienie, że skorzystam ze swojego prawa :-) Jak przyszło co do czego to i tak odczekałam swoje w uprzywilejowanej kolejce bowiem we wtorki przyjmuje onkolog, a u nas pierwszeństwo mają między innymi pacjenci z chemią i ciężarne.

W sobotę robimy młodemu urodziny, tak że będą tylko dziadkowie i może chrzestny. Uprzedziliśmy wszystkich, że nie będziemy stawiać żadnego alkoholu. To są w końcu urodziny dziecka, wszyscy w szoku i z lekkim fochem. Jest bowiem okazja spotkać się w takim gronie i bez alkoholu to im nie pasuje. Trudno może będzie sztywno i jeśli ktoś się obrazi to tylko będzie świadczyć o nich, o rzekomo dorosłych ludziach.
 
hej
a ja dzisiaj miałam badania standardowe- przyszłam do labo - siedziało może z jakieś 5-6 osób przede mną- wszyscy spojrzeli się po sobie i zaraz głowa w drugą stronę- więc musiałam spokojnie poczekać- a dodam że wśród czekającyh był szanowany nauczyciel z naszego gimnazjum- więc nie ma zasady:/ zaraz po mnie wchodziła moja kolezanka która ma termin za tydz- i też się nikt nie przejął - jeden wniosek nie wierzę w takie dobre odruchy- ostatnio w biedroni jakiś dziadek chciał mi się władować w kolejkę a stało tam może z 6 osob- a mąż do niego oburzony- nie widzi pan że zona jest w ciąży?tamten już się zamknął i stanąl za nami
 
Anecznik troche mnie zaskoczylas tym postem. Ja robilam roczek mlodej. Bylo kilkanascie, moze 20 osob. Nawet nie pomyslalam o alkoholu. Moze byl szampan, ale nie pamietam. I tak wszyscy zawsze sa samochodem.
 
reklama
anecznik u mnie na roczku młodego było to samo... Też foch za brak alkoholu. Oczywiście bez alkoholu szybko wszyscy zaczęli się rozchodzić ale miałam to w dupie bo to święto dziecka a nie kolejna okazja i to o nich świadczyło takie zachowanie... Zresztą ja jestem znana w rodzinie jako abstynentka - wiadomo że raz na jakiś czas się napiję ale w ciągu roku mogę to policzyć na palcach jednej ręki:)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry