• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Październikowe Mamy 2010

reklama
Kasis, ja wierzę w pewną teorię: dobry Bóg każdemu daje tyle, ile ten ktoś jest w stanie udźwignąć. Nie więcej. Każda próba przybliża nas do zrozumienia, w jak pełnym miłości i poświęcenia świecie żyjemy.
Pamiętaj, że rak to nie wyrok. Nawet taki z przerzutami. Są cuda na niebie i ziemi, o których nawet filozofom się nie śniło.
Wspieraj mocno mamę i pamiętaj, że najważniejsze są wiara i świadomość, że jest się kochanym, potrzebnym. Daj mamie odczuć, że tak jest.

cass, nie smuć się tak... Maleńka przyzwyczai się do żłobka, zacznie się bawić z innymi dziećmi i jeszcze wszystko będzie super, zobaczysz.

Mała_mi, jesteśmy z Tobą w tym smutnym czasie.

A w temacie krzyczenia na dzieci... ja też nigdy nie krzyknęłam na swoje dziecko. Nawet nie miałam ochoty. Jestem osobą porywczą i mam temperamencik, ale do Olka mam świętą cierpliwość. Przecież to mój największy na świecie skarb. Nie mogłabym krzyczeć na półroczne niemowlę...
 
[...A teraz będę niemiła,dlatego osoby o słabszych nerwach lepiej niech nie czytają...
Ale aby być w zgodzie ze soba i swoim sumieniem,muszę to napisać- trudno,najwyżej niektóre sie pogniewają za to...
Chodzi o Dziulke i to jest do niej:
Przestań wreszcie sie wydzierac na to swoje biedne dziecko!Półroczne dziecko nie "testuje cię"- to tylko Twoja wymówka.Wszystkie nasze dzieci czasem bywaja "niegrzeczne"- budzą się w nocy,nie chcą jeść,marudzą...ale są za małe,żeby to robic nam na złość.Nie ty jedna sie nie wysypiasz,już nie mówię o sobie,ale wiele innych dziewczyn( nie wymieniam,bo może sobie tego nie życzą) wstaje co 2-3 godziny w nocy do swoich maluszków.I co?Miałyby sie na nie wydzierac,że dzidzius nie dał mamusi pospać?No,trudno,takie są czasem "uroki " macierzyństwa.Nie mówię,że jestem święta i nigdy nie krzyknęłam na dziecko- ooo,chłopakom sie nieraz dostało;)- ale nie jak byli tacy mali!!!Takie dziecko potrzebuje czułości i troski,a nie tresury wrzaskiem.
Możesz mi ,oczywiście,powiedzieć,żebym sie od...ła bo to nie moja sprawa.Ale nie daje mi to spokoju i nie potrafie dłużej siedzieć cicho.

ja sie nie wydzieram non stopem i nie zycze sobie zeby ktos mnie uwazal za terorystke i ze wyzywam sie na wlasnym dziecku- nie pozwole sobie od najmlodszego zeby dziecko wlasnie mnie testowalo. a niestety moje dziecko jest cholernie bystre i kumate (jak czytam kalendarze rozwojowe co w ktorym miesiacu powinno robic i jak to w szoku jestem bo ona niektore rzeczy robi ktore dzieci 8 mcy robia), i doskonale wiem ze TESTUJE! jesli chodzi o jedzenie to nawet dzisiaj "sprawdzala" co bedzie jak znowu zamknie buzie patrzac mi gleboko w oczy jak dorosly!! a ja spokojnie: Leane wiesz ze to nie przejdzie i wiem ze to danie bardzo lubisz wiec przestan. i co??? nagle buzia sie otworzyla i dziecie wcina z radoscia swoje danie jak glodny wilczek!!! po drugie za bardzo ja kocham zeby sie wyzywac a ze wrzasne (znowu bez przesady!!) najczesciej mowie:STOP albo STOP KAPRYSY to widze ze to co robi to komedia. moj maz mnie ochrzanial ze ja tak robilam dokad SAM sie nei przekonal, bo mala robila mu takei same cyrki jak mnie!jak sam byl w domu z mala. najedzona, przewinieta,pobawiona ponoszona , wycmokana- nic jej nie brakowalo i nie brakuje a zachowuje sie okropnie kaprysnie.wariowal i pytal co jej zrobic zeby bylo ok?? ja mowie: nie wiem? powiedz STOP! zadzialalo! Teraz ewidentnie oboje umiemy odczytac jej zachowanie kiedy jej cos dolega a kiedy robi pewne rzeczy specjalnie. moja bratowa jak miala podobna sytuacje ze starszym synem (jak niemowlakiem byl 5 mcy) i nie regowala wcale to jej sie pieknie to odbilo! w niektorych momentach rece opadaja! drugiemu synkowi narzucila od malego dyscypline- jest grzeczny jak aniolek, posluszny. a serio t wojego posta odebralam jak bym nie wiem jaka zla matka byla. a wiem ze nie jestem. czasami trzeba postawic sprawe jasno od poczatku a troche dyscypliny nikomu nie zaszkodzilo.A co do spania -to na poczatku maz pomagal mi duzo a niestety z wieloma problemami jestem sama (on tez zmeczony bo pracuje) i to urasta w ktoryms momencie tak ze mam naprawde dosc i wylazi to. Sama caly dzien z dzieckiem, sama obiady, sama porzadki, pranie prasowanie, i moje dni sa jednakowe a to mnie dobija najbardziej. niemniej jednak tych frustracji na dziecku nei wyladowuje. wiekszosc dnia wyglada jak na zdjeciach jesli chodzi o mnie i Leane- bawimy sie jak dwie swiruski i uwierz KOCHAM TO SLONKO NAJBARDZIEJ NA SWIECIE. zeby nie przeciagac: jestem po prostu matka ktora kocha bezgranicznie swoje dziecko ale ustalam jednoczesnie od malego granice do ktorych mozna sie posunac i wiem ze zle na tym nie wyjde ani ja ani Leane. moja kuzynka robila podobnie i jej corka wyrosla na bardzo madra grzeczna dziewczyne i nawet bunt dwulatka nie poczula tak jak niektorzy (szwagierki pierwszy syn to bylo pieklo).

Ja mam inne zdanie odnośnie "testowania przez dzieci". Dziulka ma bardzo kumate dziecko, aż się czasami dziwię że takie zmyślne Leaniątko jest, a dzieć od kiedy coś już kapuje, nie mówię że wszystko ale coś, to próbuje. Próbuje zarówno nowe umiejętności fizyczne jak i emocjonalne, Nie złośliwie, nie żeby zrobić przykrość, ale z czystej ciekawości BO SIĘ ROZWIJA. I to normalne. Wręcz pożądane :) A przy okazji sprawdza reakcję rodziców. Czyli testuje. Wkurzajace to czasem, fakt, czasem aż trudno wytrzymać, szczególnie jak ktoś ma energiczno-wybuchowy charakter. I ja nie widzę w emocjonalnej reakcji nic złego pod warunkiem, że jest ona współmierna do "winy" dziecka. ... Więc moim zdaniem trzeba reagować na testowanie przez dziecko, ale adekwatnie do sytuacji. Takie jest moje zdanie.
i to co wytluscilam- jaknajbardziej sie zgadzam!!! moze ja zbyt obrazowo opisuje pewne rzeczy ale widze jej zagrania i rozszyfrowywuje. jesli np zacznie zabkowac to na bank nie nakrzycze jesli bedzie marudzic tylko bede padac na ryj a w ramionach bede tulic nawet calutka noc!!!!!!!!!

[a tez chciałam podziękowac wszystkim,którym nie jest obojętne,co się dzieje z Leane.Przecież przeżywamy tu wspólnie wszystkie smutki i radości ,jakie są związane z naszymi dzieciaczkami.Nie miałam złych intencji- wprost przeciwnie- mam nadzieję,że Dziulka wreszcie zrozumie,że nie tędy droga i że Leane tak ją kocha i jej ufa,że nie może jej czegoś takiego robić...Natuś,Monimoni,Strip,Makuc,Kania,Sheeney- :****:)))

sorry ale to zdanie zabrzmialo jakbym byla najgorsza matka na swiecie! i naprawde wiem co robie i co moge i umiem oceniac sytuacje.pisalam wyzej.powtarzam: nie wyzywam sie na swoim dziecku i nie wyladowywuje emocji, problemow, nie wiem czego jeszcze!!!!
Ladygab, ciekawe ile z nas dotrwa aktywnie tu na forum do czasu buntu dwulatka naszych pociech :)))) Oby wszystkie! Czas tak szybko leci... Wtedy rzeczywiście będziemy potrzebowały wzajemnego wsparcia żeby to przetrwać, hehe :) A Tobie życzę anielskiej cierpliwości na ten etap rozwoju Zosi! Mądrzyć się powinnaś bo masz już doświadczenie w tej kwestii a ja zawsze chętnie posłucham.
do buntu dwulatka??? ja tu widze forum EMERYTKI I BABCIE DZIECI -PAZDZIERNIK 2010
napisze raz i nie chce więcej pisać juz tym bo nie chce Was dołować, dowiedziałam sie dziś ze moja mama ma nowtwór z przerzutami. Nie wiem jak ja to wszystko przezyje..

wspolczuje bardzo ale nie trac nadziei -moze akurat cos sie polepszy i cofnie? pamietaj ze to nadzieja umiera ostatnia. moja przyjaciolka z PL (nie ta co przyjezdza) - jej mama miala robione badania na onkolgii (sprawy "babskie), lekarz skomentowal: "przykro mi pani F. ale to jest nieuleczalne i zostalo pani kolo dwuch lat maks zycia". nie dali za wygrana pojechali robic badania do innego szpitala. okazalo sie nei ma nic!!! a w pierwszym szpitalu wreczyli jej wyniki innej kobiety!!!!!!!!!!!! sprawa w sadzie wygrana -mimo ze ciezko wygrac z lekarzami.

a poza tym u nas popludnie jak zwykle gorace, spacer z klocuszkiem ktory na ulicy patrzac na drzewa powiedziala : AHHHH!!! jakby sie nimi zachwycala i super to wygladalo. potem w domku bawilam sie w samolociki, odlotowego dzidziusia (tak jak na fotce trzymam ja na lezaco na brzuszku). a poza t ym tak skubana chce isc do przodu tylko nie wie co zrobic z dupcia bo nogi i raczki chca isc a dupka mowi NIE:) dzis zwiekszylam ilosc kaszki wg wieku zobaczymy ile pospi, zjadla 120.

wlasnie dostalam wiadomosc od FROGG ze u niej wszystko OK, ze pada na ryjek i ze nadal jej smutno jak ma isc do pracy.
 
Hejka :-)
Kasis trzymam mocno kciuki za mamę. Moja póki co z tego wyszła, mam nadzieję, że i Twojej się uda.

Teraz odnośnie Dziulki itd. Ja widzę, że mnóstwo osób się nagle obudziło, że coś jest nie tak. Ja się tylko pytam, skoro czytacie i Was niepokoi to czemu nic nie napiszecie w tym temacie ? Czemu tak niewiele osób miało na to odwagę ?
Mi się lampka zapaliła przy czytaniu o karmieniu. 3/4 osób piało jaka Leane jest sprytna i jak ładnie testuje mamusię. Serio zastanawiałam się czy czytamy te same posty. Napisałam wtedy co myślę o takim wciskaniu żarcia. Nikt chyba prócz Dawidowe się nie odezwał i nie skomentował tego co napisałam.
Teraz zgadzam się z Happybeti.

Pozdrawiam Was wszystkie. Nie fo****cie się bo ja tak mam, że co mi leży to wywalę to na wierzch.
 
napisze raz i nie chce więcej pisać juz tym bo nie chce Was dołować, dowiedziałam sie dziś ze moja mama ma nowtwór z przerzutami. Nie wiem jak ja to wszystko przezyje..

Kasis, strasznie mi przykro... Przytulam...:-(

Bosze, Cass weź mnie nie strasz z tym żłobkiem. Jak mój tak będzie płakał to nie wiem co zrobię :/ Trzymam kciuki żeby Majeczka szybko się zaaklimatyzowała. Jejku czemu musimy wracać do pracy i nasze dzieciaczki muszą to przechodzić???
Aha, no i nie jesteś beznadziejną matką!
 
Ostatnia edycja:
KASIS nie wiem co napisać... ja sobie nie umiem radzić w takich sytuacjach, więc Tobie życzę siły, której na pewno Ci będzie trzeba. jak będziesz miała siłę to napisz jaki to rak i czy będzie jakieś leczenie.
CASS początki są trudne, to normalna sprawa, jak będziesz mogła to napisz co się dowiedziałaś od Pań w żłobku, co się działo w ciągu dnia.
KANIA życzę, żeby ból minął.
RZUTKA zdaje mi się, że o jedzeniu to i ja pisałam, że jak dziecko nie chce jeść to po co mu wciskać i że będą o wiele większe problemy z dziećmi niż to, że nie chce zjeść warzywek, ale i tak dziękuję za Twój post
 
Ostatnia edycja:
mała_mi,kasis nie wiem,co napisać... Przykro mi bardzo :******
cass ciebie też przytulam. Niech każdy następny dzień będzie lepszy....

onesmile u ciebie lepsza wiadomość. Dobrze,że dziadek czuje się lepiej

-------------------------------------------------------------------
Na Franka też nie krzyczę. Nie mam potrzeby. Nawet,jak się budzi 5 razy w nocy(zęby),a ja rano muszę wstać i od 6.30 być na nogach
Co do buntu dwulatka,to pikuś w porównaniu z buntem sześciolatka(bynajmniej chłopca). Więc uzbrojmy się w jeszcze więcej cierpliwości;-):-)

A my się dzisiaj spotkałyśmy z Idą i jej cudną Miśką:-D. Było naprawdę super:-). 2 godziny minęły bardzo szybko. Niestety,ja musiałam jechać po Kubę,a Ida też powoli zbierała się do domku. Następne wizyty w planach...

Zauważyłam,że Franek,odkąd zaczął się przewracać na plecy, nie bardzo chce leżeć na pleckach. Najlepiej mu,jak sobie siedzi. Samego go siedzącego nie zostawię,bo jeszcze robi to niepewnie,ale dzisiaj posadziłam go do fotelika i było ok. Siedział spokojnie około godziny. Ja w tym czasie skończyłam robić zupę,ogarnęłam chatkę,przywitałam się z mężem.... Kurczę,jutro też go tak włożę, będę mogła coś w domu zrobić;-)
 
Dziulka, uwierz mi, nie tylko Leane jest "kumata". Co do rozwoju, to Olek od nie pamiętam kiedy ma świetny kontakt z otoczeniem, potrafi pokazać, o co mu chodzi, od dawna się turla, siedzi, już raczkuje, zaczyna wstawać, chodzi oparty na moich rękach, wszyscy lekarze się dziwią, jak nad wiek rozwinięte dziecko mam. I właśnie to moje dziecko np. miewa czasami napady histerii, tak jak dzisiaj, bo nie chcę go wyjąć z łóżeczka. I wiem, że gdybym wyjęła, to byłby natychmiast grzeczny pod warunkiem, że go ponoszę na rękach. Nie uważam tego za testowanie mnie. To po prostu nauka świata, życia...
Dla mnie taki godzinny płacz nie jest powodem do krzyku, czy nawet podnoszenia głosu. Ja nawet nie pokażę mojemu dziecku, że mnie denerwuje. Ono MUSI wiedzieć, że jest bezpieczne i kochane, że mama je akceptuje zawsze. Dlatego do znudzenia podchodzę do niego, wciskam do rączek zabawki, sadzam, ale nie wyjmę z łóżeczka, póki się nie uspokoi. Przy okazji mówię mu normalnym tonem, że nie powinien się tak zachowywać, bo mama się martwi. To jest według mnie pedagogiczne podejście.
Natomiast nigdy nie zmuszałam Olka do zjedzenia czegokolwiek, mimo że bardzo nieraz się martwiłam, że nie chce jeść.

Nie wiem, czy dobra jest moja metoda, czy Twoja, Dziulka. Wiem tylko, że inaczej postępować, niż postępuję, chyba bym nie umiała.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry