Sheeney- to życzę,aby ten (błogo)stan trwał u Ciebie jak najdłużej

.Jak to miło sie czyta,że ktoś czuje się szczęśliwy
Emilka- u nas z zasypianiem Amelki identycznie jak u Was- i te kilometry do łóżeczka i z powrotem też

.Ale nie narzekam,oby tylko gorzej nie było
Czarodziejka,a Ty sie nie stresuj,że "powinien" sam zasypiac.Skoro tak ci na razie dobrze,skoro Ci to odpowiada i fajnie się czujesz,tak go usypiając,to ...niech na razie tak zostanie,na "odzwyczajanie",kiedy sama poczujesz,że masz dość dźwigania słodkiego ciężaru,zawsze będzie czas.Bo w sumie teraz już,to czy zrobisz to teraz,czy za jakis czas,to wielkiej różnicy nie będzie.Co innego,jak dziecko jest maleńkie i dopiero sobie wyrabia rytuały.Kazda mama wie najlepiej,co dla niej i jej dziecka najlepsze.Ja się ciesze,że Amelka tak bezproblemowo jakoś po odstawieniu od cyca nauczyła się sama zasypiac po butli,bo chyba bym nie umiała "być twarda" i słuchać zza drzwi jej lamentu

.
Kasia,"tyk-tyk" to aż tak się nie przejmuj

- moja bratowa pierwsze dziecko urodziła,jak miała 34 lata,a popatrz na mnie

.Jeszcze duuużo czasu masz

.
Makucku- ofkorz,że wybaczamy,ale na relację z zaciągniętymi kciukami czekamy

))).Serio,ciekawość mnie zżera ,co te D. ma Ci do powiedzenia

.A widzisz?Długo nie wytrzymał,hehe.A moze ta "męska rozmowa" z kumplem mu tez pomogła?Moze kumpel mu uświadomił,jakie ma szczęście,mając tak wspaniałą żonę i córeczkę?Hm...kto wie?
Elwirka,no,biednaś Ty z tymi tesciami...:/.Rozumiem,że nie chcesz zaogniac stosunków w sytuacji,w jakiej jesteście...oby z tym mieszkaniem wreszcie sprawa dobrnęła pomyślnego końca,to wreszcie nie będziecie musieli tańczyć ,jak Wam zagrają.Ale z ta czekoladą to przegięli- normalnie w nos bym się roześmiała- w jakiej epoce oni żyją????Myslą,ze czekolada wciąż na kartki czy co????No,porażka...:/
Dorisku- Miki na pewno będzie się wspaniale bawił na koloniach.A co do wizyt rodziców,to mam podobne zdanie ,jak
Alicja(tez z doświadczenia jako wych. kolonii

)- młodsze dzieci ciężko sobie z tym radzą- co innego starsze.Ale tak w ogóle to uważam,że nie ma potrzeby odwiedzania dzieci.Ja z siostrą np. zawsze jeździłysmy na kolonie dość daleko- na drugi koniec Polski ,więc rodzice nas nie odwiedzali.Raz wpadła ciocia ,mieszkająca w pobliskim mieście- nie powiem,fajnie było,bo poszłyśmy na lody itp.,ale jakby nikt nie był,to dziury w niebie by nie było

- tyle było zajęć i atrakcji,że tylko się żałowało,że te kolonie tak szybko się kończą

.