Dziewczyny myślałam że już coś nie tak jest z moim Łukaszem, że taki płaczek z niego jak mu czasem znikamy z oczów. Zaczęłam się aż martwić że może coś złego zrobiliśmy w jego wychowaniu od małego?
sarisa smutna historia tej dziewczyny, ciężko nie rozkleić się czytając jej bloga. Tym bardziej że to drugi już Aniołeczek.
A gdzie to byliście wczoraj nad wodą?, bo my też byliśmy sobie
kania oby dzień jednak nie był taki zły na jaki się zapowiada od rana.
My już po obiedzie, zrobiliśmy placki ziemniaczano-kabaczkowe, pycha było. Za godzinę G. idzie do pracy a my będziemy jakoś z Łukaszem funkcjonować. Najgorsze jest to że nawet na spacer nie pójdziemy, bo jak ja potem wniosę ten wózek? Jeszcze z tymi palcami poparzonymi i bolącym odcinkiem lędźwiowym...
happy niestety mąż nie może się zamienić, zresztą on tam pracuje od niedawna,bo zmienił pracę tak więc wiadomo że na początku nie można sobie tak wszystkiego robić co się chce.