Dobry wieczor!
Zaczne od tego, ze nie rozumiem czemu takie poruszenie wywolal moj komentarz w kwestii pisania o d.pie Maryni... a mialo byc odwrotnie. Napisalam, ze teraz tylko o tym narazie, wlasnie zeby uspokoic emocje jakie tu ostatnio panuja. Stwierdzilam, ze moze jak popiszemy tylko o d.pie Maryni przez jakis czas, o jakichs malo kontrowersyjnych, przyziemnych sprawach, to moze w koncu opadna emocje i powoli wszystko wroci do normy. Ale widze, ze nawet to mi sie nie udalo.
A wiec,
Wioli, jak najbardziej, pisanie i d pie Maryni jest dozwolone a nawet wskazane. Po to jest forum, zeby kazdy pisal na tematy jakie mu odpowiadaja. Ja np. czasem lubie tez o powazniejszych kwestiach, ale narazie sie wstrzymam. To tyle w tej kwestii.
Emiliab, ale masz fajna mame!
Alicja, ale masz fajnego meza!

I ciesze sie, ze wypalilo spotkanie z
Malami i widze, ze Lukaszek to prawdziwy dzentelmen!

Szkoda, ze nie zawsze tylko dobre checi wystarcza do spotkania, w moim przypadku to troche za malo ;-)
Kaniu, faktycznie medal sie mezowi nalezy za poranne zachowanie. Mam nadzieje, ze juz teraz wszystko coraz lepiej sie bedzie ukladac, ze zdrowiem i w ogole.
Makuc, ciesze sie, ze znowu Cie wiecej tutaj i mam nadzieje, ze Alutka nadal zdrowa.
Natus, a Twoi rodzice daleko mieszkaja?
Roxannko, jak tam zakupy? Udalo sie buty Ptysiowi upolowac?
O,
Alicja, dzien dobry. Widze, ze sie zamienilas z
happy w kwestii porannych postow ;-)No i dobranoc w takim razie, milej drzemki!
Mamaagusi, to tez trzymam kciuki, cokolwiek by to nie bylo, aby sie sprawy poukladaly pozytywnie. Faktycznie, pospalas dzisiaj, nawet ja Cie nie przebilam, chociaz bylo blisko, bo wstalam o 10:30 :-) Ale za to jutro moj dyzur...
A ja sie czuje dzisiaj znacznie lepiej. Z rana znienacka znowu przyszla @, wiec chyba te poczatki choroby to wlasnie na to, bo ja mam podobnie jak
happy, czesto tuz przed @ zaczynaja sie objawy chorobowe, a jak przyjdzie to wszystko przechodzi. Co prawda glowa mi pekala caly dzien znowu, ale moze jutro lepiej bedzie.
Randka sie udala. Pan Bezdomny opiekunki nam nie nachodzil, wiec wszystko ok. No, prawie, bo sie okazalo ze Adasiek kaszle przez sen co chwila od godziny, jak wrocilismy. Zmartwilam sie. Ale podkrecilismy nawilzacz troche i, odpukac, od jakichs 45 minut juz go nie slysze. Mam nadzieje, ze nic z tego sie nie wykluje...
W ogole to jestem tez zadowolona, bo juz drugi raz sie udalo nam wyjsc przed polozeniem Adasia i wychodzi, ze moje obawy byly na wyrost. Jednak moje dziecko daje sie polozyc osobom innym niz mamusia, uff! Pierwszy raz zaryzykowalam jak byla tesciowa i w sumie dala sobie rade bez problemu. A dzisiaj to maly nawet nie plakal jak wychodzilismy, podobno tylko zaplakal jak go opiekunka dzisiaj kladla, ale jeszcze go przytulila i juz bylo ok. Spi caly czas, tylko go ten kaszel meczyl troche.
A jeszcze mnie maz ubawil dzisiaj. Po poludniu sie mnie pyta kiedy bedzie mogl pojechac kupic mi kwiaty. No to mu mowie, ze moze kiedy chce, ale skoro sie wybiera do sklepu, to moze pare rzeczy do jedzenia kupic, ktore sie skonczyly. Zabral liste, pojechal. Wraca, rozpakowuje zakupy i wtedy dopiero sie zorientowal, ze KWIATOW ZAPOMNIAL KUPIC!



No i nie dostalam kwiatkow na rocznice...
Zycze milej niedzieli i ide spac, bo trzeba rano wstac...