Rysiu, ale dziekuje tez za dobre checi, milo mi :-) Naturalnie, nie oczekiwalam, ze ktokolwiek wytrwa tak dlugo. Mam tez nadzieje, ze zadna z mam nie bedzie musiala witac ze mna Nowego Roku po bardzo wczesnej pobudce ;-)
A do mnie tato zadzwonil calkiem niespodziewanie, o siodmej. Myslalam, ze on i mama juz dawno spia, a sie okazalo, ze mama owszem a tacie sie chce "sylwestrowac"
Adasiek mi tu szalal, podobnie jak Alutka, chyba sterydy jakies dozylne dostal czy co. Do tego ja gotowalam jeszcze i mi zupelnie byla nie na reke ta rozmowa o tej porze. Ale nic to, netbook mi padl w trakcie...

Adas w koncu tez padl po kapieli, o swojej stalej porze. Chociaz nie wiem czy mozna to nazwac "padnieciem", on mi nigdy tak po prostu nie usypia znienacka, no chyba ze w aucie. Wlasnie ostatnio czesto sie dziwie jak on tak ladnie przechodzi z "szalenstwa" do spokojnego zasypiania w lozeczku... Oczywiscie, dajemy mu chwile na "ochloniecie" ale zawsze mi sie wydaje, ze to niezbyt dlugo...
No nic, jutro rano moj dyzur i mam nadzieje, ze Adas mnie potraktuje tak samo laskawie jak tate, dzisiaj wstal o 9:10
Jutro ma sie ochlodzic, a w poniedzialek i wtorek to w ogole arktyczny mroz zapowiadaja...
No nic, koncze pierwszy kieliszek kalifornijskiego Merlot, mam jeszcze butle gruzinskiego pol-slodkiego i "wino musujace" koloru rozowego Martini & Rossi :-) Wiec ide sie wreszcie wykapac a potem zalegam na kanapie z pozostalymi %%
Do jutra, kochane!
