Rysia, rozumiem, co czujesz i Twój żal do siebie o to, że ranisz najbliższych. Ja niestety też mam z tym problem... Od dawna. Jestem strasznie wybuchowa i jak mam taką kumulację gniewu, to mojemu mężowi naprawdę poważnie się dostaje... A ja potem oczywiście mega kac moralny i głęboka dolina... Najgorsze jest to, że zawsze obiecuję sobie, że będę miła, spokojna, a nade wszystko opanowana, że nie ma sensu denerwować się bzdurami, ale w praktyce klnę jak szewc, wrzeszczę i trzaskam drzwiami... Doszłam do wniosku, że u mnie ma to związek z hormonami i mąż przyznał mi rację. Przed okresem jestem chodzącą bombą zegarową, a potem jest o wiele lepiej. Może choć ta głupia biologia nas trochę tłumaczy...
Nic, głowa do góry! Twój mąż na pewno wie, że nie zawsze myślisz to, co mu w gniewie wykrzyczysz.