lolisza
Fanka BB :)
Monimoni u nas po SN standardowo 3 doby (czekają na ewentualna żółtaczkę u noworodka) a po CC 5 dób, ale i tak nie uważam aby był to jakiś długi czas, zeby rodzina miała się zjeżdżać w odwiedziny, mąż będzie codziennie, pewnie nawet 2 razy dziennie (po pracy i potem wieczorem) to przywiezie mi czystą bieliznę i co tam będziemy z Frankiem potrzebować a rodzina niech świętuje w domu.
Maga ja mam podobnie, bardzo chciałabym, żeby zostały mi pazurki bo takich to nigdy w życiu nie miałam, poza tym cera - ani jednego syfka no i cycorki bo zawsze labidziłam, ze mam za małe. Mam natomiast nadzieję, ze mały wyssa ze mnie tłuszczyk, głównie z pupy, bioder i moich prosiaczkowych ostatnio rapetek i że zniknie ten ohydny cellulit.
Efa sytuacja ciężka i powiem szczerze że nie bardzo rzoumiem dlaczego mąż ci takie rzeczy pisze, jeśli chce być tak bardzo szczery i podzielić sie wszystkim to moim zdaniem lepiej by było gdyby pogadał z tobą o tym, będąc obok ciebie a nie pisał o tym w mailach czy smsach, zwłaszcza ze pisze ci rzeczy przykre, poza ty twój stan (mój by mi pewnie tego nie powiedział tylko przyjechał nabuzowany i sam zaczął ucinać kontakt aż bym sie wykapowała ze coś jest na rzeczy a i wtedy by mi pewnie nie powiedział tylko coś w stylu "wpieprzają sie w nasze życie i mnie to wkurzyło", zwłaszcza że jestem w ciąży). Bardzo duzo moim zdaniem zależy od tego co teraz zrobi on bo ty tak naprawde niewiele mozesz poza tym że jemu powiesz ze nie chcesz miec z nimi nic wspólnego, żadnych chrzcin, świąt i podobnych szopek i że wara im od twojego dziecka. Jezeli powiedzieli mu zeby tobie nic nie mówił to znaczy że mają zamiar dalej w tym gównie trwać, udawac ze jest w miare poprawnie a za plecami gadac mu o tobie bzdury a najgorsze jest to, że gadają je w jednym celu, chcą was skłócić i mąż nie powinien na to pozwolić, powinien im twardo odpowiedzieć że nie życzy sobie takich uwag na temat kobiety którą kocha, z którą będzie miał dziecko i ze dopóki ich nastawienie się szczerze nie zmieni to wasza noga u nich nie postanie i nie zyczycie sobie ich u siebie. Ja bym na pewno nie umiała puścić tego w niepamięć, usiąść przy wspólnym stole na chrzcie malego czy w święta i udawac ze jest ok. Najważniejsze ze macie siebie bo to wy tworzycie rodzine, niebawem juz taka z prawdziwego zdarzenia i poradzicie sobie bez teściów doskonale, tylko mąż musi sie postawić, pogadaj z nim i sie nie denerwuj, to taka próba sił ze strony teśció, potem zaczna mu pewnie wciskać ze sie do opieki nad dzieckiem nie nadajesz zeby je do nich przywoził i Bóg jeden wie do czego zmierzają. Ucinaj sprawę na samym poczatku i niech ten twój mąż przestanie do nich jeździć bo ewidentnie chcą nim manipulować. Ja odkad mojego mojego "odłączyłam" od pępowiny mamusi mam znacznie lepszą sytuację, ona od czasu do czasu biadoli że on tak rzadko przyjeżdża np teraz nie moze pojąć dlaczego już drugi miesiąc nie jedziemy do nich i że już nie przyjedziemy raczej do świąt a moze dużej (nie rozumie że mam leżeć, nie mogę mieć wstrząsów np. przez dziury na drodze itp) ale ja mu zawsze powtarzam że jego miejsce jest przy mnie i zrozumiał. Przynajmniej tak mi sie wydaje...
Maga ja mam podobnie, bardzo chciałabym, żeby zostały mi pazurki bo takich to nigdy w życiu nie miałam, poza tym cera - ani jednego syfka no i cycorki bo zawsze labidziłam, ze mam za małe. Mam natomiast nadzieję, ze mały wyssa ze mnie tłuszczyk, głównie z pupy, bioder i moich prosiaczkowych ostatnio rapetek i że zniknie ten ohydny cellulit.
Efa sytuacja ciężka i powiem szczerze że nie bardzo rzoumiem dlaczego mąż ci takie rzeczy pisze, jeśli chce być tak bardzo szczery i podzielić sie wszystkim to moim zdaniem lepiej by było gdyby pogadał z tobą o tym, będąc obok ciebie a nie pisał o tym w mailach czy smsach, zwłaszcza ze pisze ci rzeczy przykre, poza ty twój stan (mój by mi pewnie tego nie powiedział tylko przyjechał nabuzowany i sam zaczął ucinać kontakt aż bym sie wykapowała ze coś jest na rzeczy a i wtedy by mi pewnie nie powiedział tylko coś w stylu "wpieprzają sie w nasze życie i mnie to wkurzyło", zwłaszcza że jestem w ciąży). Bardzo duzo moim zdaniem zależy od tego co teraz zrobi on bo ty tak naprawde niewiele mozesz poza tym że jemu powiesz ze nie chcesz miec z nimi nic wspólnego, żadnych chrzcin, świąt i podobnych szopek i że wara im od twojego dziecka. Jezeli powiedzieli mu zeby tobie nic nie mówił to znaczy że mają zamiar dalej w tym gównie trwać, udawac ze jest w miare poprawnie a za plecami gadac mu o tobie bzdury a najgorsze jest to, że gadają je w jednym celu, chcą was skłócić i mąż nie powinien na to pozwolić, powinien im twardo odpowiedzieć że nie życzy sobie takich uwag na temat kobiety którą kocha, z którą będzie miał dziecko i ze dopóki ich nastawienie się szczerze nie zmieni to wasza noga u nich nie postanie i nie zyczycie sobie ich u siebie. Ja bym na pewno nie umiała puścić tego w niepamięć, usiąść przy wspólnym stole na chrzcie malego czy w święta i udawac ze jest ok. Najważniejsze ze macie siebie bo to wy tworzycie rodzine, niebawem juz taka z prawdziwego zdarzenia i poradzicie sobie bez teściów doskonale, tylko mąż musi sie postawić, pogadaj z nim i sie nie denerwuj, to taka próba sił ze strony teśció, potem zaczna mu pewnie wciskać ze sie do opieki nad dzieckiem nie nadajesz zeby je do nich przywoził i Bóg jeden wie do czego zmierzają. Ucinaj sprawę na samym poczatku i niech ten twój mąż przestanie do nich jeździć bo ewidentnie chcą nim manipulować. Ja odkad mojego mojego "odłączyłam" od pępowiny mamusi mam znacznie lepszą sytuację, ona od czasu do czasu biadoli że on tak rzadko przyjeżdża np teraz nie moze pojąć dlaczego już drugi miesiąc nie jedziemy do nich i że już nie przyjedziemy raczej do świąt a moze dużej (nie rozumie że mam leżeć, nie mogę mieć wstrząsów np. przez dziury na drodze itp) ale ja mu zawsze powtarzam że jego miejsce jest przy mnie i zrozumiał. Przynajmniej tak mi sie wydaje...
Ostatnia edycja:
to już jest tragifarsa... z jednej strony zgadzam sie z dziewczynami, że ucięcie kontaktu to najlepsze i chyba jedyne Twoje wyjście; z drugiej strony - nie wiem czy OSOBIŚCIE znalazłabym w sobie tyle siły i determinacji, żeby wymagać od małża tego samego. pewnie sama bym poczekała, oczywiście rozmawiając z nim, mówiąc jak mi przykro itd itp, aż dokona wyboru: utrzymywać jakiś kontakt z rodzicami czy nie. w końcu, jacy by nie byli, to jego rodzice... i możemy tutaj radzić jak rada plemienna przed wojną, a serce nie sługa, niestety... jedno jest pewne, na pewno bym go uświadomiła, że z mojej strony nie może liczyć na żadne w ich stronę ukłony!!!
) doprowadzić do takiej konfrontacji... może i szkoda... pewnie wyryczałabym się do poduszki, potem jeszcze raz do męża (zakładając że nie było go w domu wcześniej) nie szczędząc słów rynsztokowych, ale potem... (nie, nie ma szans, że rozeszłoby się po kościach, dla mnie przestaliby istnieć) ale nie dałabym rady chyba nagadać im to co myślę na ich temat. natomiast małż musiałby sam stwierdzić, czy po tym co usłyszał, chce utrzymywać z nimi kontakt, może mniej zażyły, może w ogóle(chociaż mój jest chyba zbyt przywiązany do rodziców, i pewnie próbowałby i mi i im tłumaczyć, że takie zachowanie na dłuższą metę nie przejdzie, że to był jego wybór i nie życzy sobie wtrącania się i dopiero po takich próbach pewnie przeszedłby do czynów - normalnie, już to widzę oczyma wyobraźni
)... natomiast wydaje mi się, że ja zachowałabym na tyle zimnej krwi, żeby męża (jako źródło informacji) nie dekonspirować... może dlatego, że wg mnie zemsta najlepiej smakuje na zimno... a może dlatego, ze chyba wolałbym w razie gdyby dalej czasem się z nimi widywał wiedzieć co mówią!!! pewnie inaczej niż przypadkiem mnie by już na oczy nie zobaczyli, tak samo dziecia, a jeśli jakaś okazja by się nadarzyła to walnęłabym teściowej prosto w twarz tekstem: "i co mamusiu? nie udało ci się rozpieprzyć naszej rodziny? jednak taka stara wyruchana, taka co jej nikt nie chciał, wygrała z taką idealną kobietą jak ty???"
i znowu dwie opcje: bo albo go to wk...rwi do granic i w końcu sam ich odseparuje od siebie, albo ... pranie mózgu zadziała...chociaż w to nie chce mi się wierzyć. znowu zabranianie mu kontaktów może minąć się z celem, jeśli sam nie będzie czuł że nie ma ochoty na nich patrzeć... nie chciałabym kiedykolwiek usłyszeć od Małża, ze ma mi za złe, że mu zabraniałam; ze przecież słowa matki miał gdzieś, nic by nie zmieniły między nami, ale żałuje że nie widział jej od x czasu...