Witam
U mnie pół rodzinki się zatruło, kibelek okupowany:/ ja na szczęscie odpukać 3 razy byłam, dwa w nocy i raz jak wstałam. Mąż biedny męczy się w pracy, jeszcze z krakowa(tam pracuje) musi busem wracać, nie zazdroszczę mu. Całą noc był takim biedaczkiem.
A ja tu jeszcze na obiad zrobiłam fasolke po bretońsku i zupe kalafiorową, a i przy okazji poparzyłam się wrzątkiem!! Nie wiem czy ktoś będzie to jadł.
Ja już na dzień dzisiejszy przygotowałam się psychicznie, że z remontem mieszkania do października nie zdążymy więc już wczoraj zaczęłam wielkie porządki tak żeby synek miał miejsce na swoje rzeczy i w szafkach i na łóżeczko! Pakuje rzeczy które zabiorę z domu do wielkich pudeł, potem je gdzieś upchnę, a w sumie książki mi sa teraz na regale nie potrzebne, a miejsca na maluszka żeby nigdy nie za dużo

No i znowu pogoda się zrobiła

, ale chyba niestety znowu będzie z przesadyzmem, przeżyjemy mam nadzieje

Tak właśnie czasem patrze na suwaczki co niektórych i są dużo do przodu. Ja niby wkroczyłam w 30 tc

dzisiaj dokładnie, ale też do końca nie wiem ja to jest, z początków ciąży wg usg termin miałam na 24.10, wg ostatniej miesiączki 19.10, a ostatnio jeszcze na genetycznym 15.10 wyszedł. Co będzie to będzie

ale nie powiem powoli zaczynam się stresować.
Wydaje mi się że nie mam jeszcze wielu rzeczy, też mam obawy że nie wyrobie się. Kupujemy zapasy pampersów, ostatnio znowu jakieś kaftaniki, już rzeczy dla maluszka nawet przygotowałam, ale wiem że jeszcze wiele zakupów przede mną.
Butelki, sterylizator, laktator itp.
Aaaa i znowu czuje, że mały siedzi na pupie, bo tam czuje kopniaczki

Lekarz powiedział mi że do 37 tc jeszcze 10 razy może się obrócić i zapewnił, że jeśli będzie konieczność cesarki to mi ją osobiście zrobi

i jeszcze powiedział, że przy mojej budowie ciała spokojnie bym urodziła jeśli mały byłby ułożony pośladkowo, tyle że teraz nie ryzykują tak jak kiedyś.
Ale szczerze to nie wiem czy bardziej boje się porodu sn czy cc bo znowu trochę o cc poczytałam, a ja jestem straszna panikara, niby odporna na ból, ale przy głupim ściąganiu gipsu z nogi ze stawu skokowego potrafiłam zemdleć. Może nie będzie tak źle, mimo wszystko wole nastawiać się pozytywnie
