Amelka do zerówki idzie na wiosnę- pisałam juz o tym dunskim systemie

U nas huk roboty- wciąż jeszcze nie przeprowadziliśmy się, ale został już ostatni pokój - ten centralnie połozony , "przechodni", który będzie jadalnią docelowo (na salon się nie nadaje, bo nieustawny , same okna i drzwi

) , dzis ja z Amelką zostaję w domu, bo M. będzie tam cyklinował i lakierował parkiet.
Amelka czasami, gdy mamy mozliwość( M. dostanie wolne w pracy i możemy tam jechać w środku tygodnia) , chodzi do nowego przedszkola . Podoba jej się- ale to fanka przedszkola ;-)- jak zwykle cięzko ją do domu wyciągnąc. Zwłaszcza, że to nowe przedszkole , "Motoriken", jest ukierunkowane na rozwój ruchowy dzieci, mają wielką halę do zabaw z wszystkimi urządzeniami , więc nasza "sprężynka" ma się gdzie wyżyć. Na tance też chcemy ją nadal posyłać, na szczęście w poblisdkim miasteczku działa ta sama szkoła(z tą samą nauczycielką) w której była tu, wiec będzie kontynuacja . Tylko, wiadomo, w inny dzień tygodnia. Wychowawczyni chwaliła bardzo po pierwszym dniu naszą "artystkę" - za rysunki. Mówi, że rysuje "dużo dojrzalej ponad wiek"- no, ale nic dziwnego- TONY dosłownie tego produkuje

- "ćwiczenie czyni mistrza"

.
Ja już powoli w świątecznym nastroju -"Julowe" szaleństwo w Danii zaczęło się juz kilka tygodni temu. Dunczycy już " w blokach startowych", niecierpliwie przebieraja nogami, kiedy te wszystki świeczki, Nisse i inne "duperelki" będą wreszcie mogli powyciągać z pudeł i ozdobić domy

. Co bardziej niecierpliwi już iluminacje na zewnątrz zrobili

. Szaleństwo z tymi Świętami tu

, a jednocześnie wcale nie komercja- oni bardzo pieczołowicie przestrzegają tradycji i wszystko jest jej podporządkowane. Na szczęście obchodzą Święta bardzo podobnie , jak my w Polsce, jedynie potrawy na stole wigilijnym są inne .Więc tu za bardzo nie musze sie martwić o zachowanie polskiej tradycji, a jednocześnie nauczenie dziecka tego, co robi się w tym kraju. A, że ja lubię takie "atmosferyczne" Święta, tę całą otoczkę, to bardzo mi duński sposób świętowania odpowiada. Oczywiście, najszczęśliwsze w tym wszystkim są dzieci, to pod ich kątem to wszystko się urządza. Cały adwent zasypywane są prezentami- "pakkekalender" - nie jakaś mała czekoladka z kalendarza adwentowego, tylko prawdziwy upominek, a w każdą niedzielę dodatkowo duzy prezent.