@JM* Nie ma czegoś takiego, że mąż nie zrobi. Albo robi i cieszy sie, że Ty możesz jakieś drobne rzeczy ogarnąć, albo serio kładziesz się na 6 tygodni na patologie. I wtedy on mądry może sobie wcinać pierogi i krokiety z Biedronki, ale ciekawe czy córka bedize to jadła. Jak do niego dotrze, ze będzie musiał jej jedzenie ogarnąć, kupic kredki do szkoły i wyprasowac strój galowy, to może jednak się zmobilizuje w weekend i da Ci odetchnąć. Każdy tydzień w dwupaku robi mega roznice. Gdyby moja córka z 34tc nie miała tych leukocytów wysokich, to dostałabym ja do sali 12h po porodzie. Bo oddychała sama. Pewnie byłaby w inku na mojej sali, żeby się grzać, ale moglabym ją wyciągać na każde kwilenie, karmienie, zmianę pieluchy. A dzieciaczki z 33tc i wcześniejszych jednak były na wspomaganiu oddechu i musiały być pod monitorami pielęgniarek. Dla mnie te teksty o skurczu macicy są nielogiczne. Każdej z nas macica pracuje i nie krwawimy. Jeśli to prawda, że Twoje podkrwawia z brzegu, to znaczy, że nie jest tak dobrze zrośnięte z macica i od skurczu naczynka pękaja. Ja bardzo mocno trzymam kciuki, żeby jednak było na tyle mocno przyczepione, że nie odklei Ci sie wcześniej niż powinno w porodzie fizjologicznym, ale jak tak sobie myślę, że masz tyyyyyle km do jazdy, to chętnie bym Twojego męża uświadomiła, że ma się wziąć za gary i szmaty.