Cześć Dziewczyny!
My z mężem zdecydowaliśmy się zaryzykować po... 18 latach nieuważania



(mam 37 lat, mąż niedługo kończy 40)
Na początku staraliśmy się o dziecko, ale wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie, bo miałam stwierdzone PCOS i Hashimoto. Niestety, ze względów finansowych, nie mogliśmy pozwolić sobie na leczenie niepłodności. Później zaczęło nam pasować, że jesteśmy we dwoje, ale kiedy nasze rodzeństwo zaczęło zakładać rodziny, stwierdziliśmy, że czas i na nas, zważywszy, że i finanse się poprawiły. W grudniu ubiegłego roku rozpoczęliśmy przygotowania do ivf pod okiem dr. Januszkiewicz w Invicie w Słupsku - mamy najbliżej. W styczniu ruszyliśmy z kopyta- badania z krwi poszły szybko, cytologia ok, mąż nasienia - urolog- hormony- u męża wyszło bardzo słabe nasienia, czego się spodziewaliśmy, gdyż mąż miał w wieku nastu lat świnkę. Generalnie z wynikami wszystko grało, do czasu genetyki. Jeden z wyników u mnie wyszedł nieinformatywny i badania trzeba było powtórzyć, a że nie mieszkamy w Słupsku i nie możemy skorzystać z żadnego dofinansowania, Pani doktor dała nam możliwość zrobienia badań genetycznych na NFZ, ale... Na samo pobranie krwi w celu ponowienia badania czekałam dwa miesiące



Dramat. Potem jeszcze kolejne 2 na wynik, dobrze że teleporade miałam w miarę szybko, kolejną wizytę u dr. w Słupsku również. Ale, przyznam szczerze, spodziewałam się więcej po tej wizycie. Dostałam tylko zalecenia ogarnięcia trzech specjalistów: kardiologa, diabetologa i onkologa (na usg piersi wyszedł mi włókniak w jednej z piersi, łagodny - dr radiolog powiedziała, że mogę podchodzić do ivf, ale mam zapisać się do poradni onkologicznej, żebym mogła mieć na NFZ więcej niż jedno usg w ciągu roku, bo trzeba to monitorować przy takich dawkach hormonów, ale Pani doktor ze Słupska to nie wystarczyło) i na gwałtu rety, a najlepiej na wczoraj, mam to ogarnąć i wrócić do Pani do Invicty. Mam poczucie zmarnowanego czasu, bo gdybym dostała te zalecenia podczas poprzedniej wizyty już miałabym to załatwione, a tak nie mam pojęcia, czy uda mi się to wszystko w ciągu obecnego cyklu załatwić. Mam taką nadzieję. Z resztą, żeby mało problemów było z jeszcze mi chcą chłopa do rezerwy ściągnąć, a jak mąż rozmawiał z jakimś Panem w WKU to tamten stwierdził, że przecież przy ivf mąż nie jest mi do niczego potrzebny - uwielbiam taką ignorancję, naprawdę.



Mam nadzieję, że te z Was, które były w dwupaku mają się dobrze - razem bądź już osobno, a za wszystkie staraczki mocno trzymam kciuki
Powodzenia kobitki
