Hej mamuśki!!
Niniejszym rozpoczynam opowieść o naszym świętowaniu :-)
Było cudownie!! Laski taka byłam rozemocjonowana tym, jak fajnie było, że z soboty na niedzielę nie mogłam spać :-)
Imprezowaliśmy 2 dni - w sobotę nasi znajomi i przyjaciele, niektórzy z dziećmi (12 dorosłych + 5 dzieci), w niedzielę rodzina, czyli dziadkowie i wujkowie (10 dorosłych + jubilatka). Obie imprezki ustalone na g. 16-19.30. Tak, aby wpasować się w drzemki jubilatki.
Przystroiliśmy mieszkanie, balonami, lampionami, dekoracyjnymi kwiatkami i serpentynami - wszystko w kropki. Nawet obrus na stole, serwetki, talerzyki były w kropki. No i oczywiście strój jubilatki i gości też w kropki, bo takie dostali wytyczne. Dzieciaczki na wejściu dostawały czapeczki na głowę - w kropeczki oczywiście, a jubilatka miała taką samą, tylko jeszcze z jedyneczką.
Jedzenie przygotowywałam sama, no z pomocą męża. Poszło w miarę szybko, zaczęłam w piątek i na sobotę miałam wszystko gotowe. W niedzielę rano musiałam tylko dorobić nowy sernik i tarte, bo wszystko w sobotę wyjedli :-) Tort na sobotę robiłam sama, a na niedzielę zamawiałam. No bo najpierw zamówiłam jeden, a potem pomyślałam, że może by samej zrobić?? Gdybym nie zamówiła już wcześniej, to oba sama bym zrobiła, tak się wkręciłam!! I powiem wam, że już nigdy nie zamówię - mój był suuuuper!!! Chyba potwierdza to, że koleżanki chciały przepis. Oba torty udekorowane w kropki :-)
Menu było następujące:
- na słodko: tort (mój - biszkopt, wiśnie, masa z serka marscapone i śmietany, wierzch z pianek marshmellow, ale bardzo cienka warstwa / z cukierni - biszkopt, owoce, masa z bitej śmietany), sernik, muffinki dyniowe i marchewkowe
- na nie-słodko: tarta (kura, brokuły, pieczarki, seler naciowy, ser feta, czosnek i przyprawy), bułeczki z ciasta francuskiego (szpinak z czosnkiem i serem feta), samosy/hinduskie pierożki (ziemniak, brokuł, marchew, zielony groszek, przyprawy, na mące razowej i orkiszowej)
- na przegryzki: marchew i seler naciowy, maczane w hummus (arabska pasta z ciecierzycy)
Zabawa była super, akurat jak goście się zbierali, to Mała korzystała ze swojej popołudniowej drzemki. Jak się obudziła, to wszyscy już byli, ubrałam ją i miała wielkie wejście :-) Jej mina - bezcenna. A wyglądała jak prześliczna księżniczka. Dostała swoją czapeczkę z jedyneczką, był tort, sto lat, prezenty i potem już zabawa. Dla gości przygotowałam jeszcze taki quiz: co miesiąc, zawsze 6-tego danego miesiąca robiłam Małej zdjęcie na kocyku, no i podrukowałam te zdjęcia, od listopada do listopada, czyli 13 i zadaniem ich było uporządkować je po kolei. Była linka i klamry do przypinania. Ile było przy tym frajdy!! Nie udało im się bezbłędnie ułożyć, ale zaangażowali się mocno. Poprawiłam po nich i było git!!
Prezentów dostała masę, ale wszystkie fajne. W mailu zaproszeniowym wysłałam nie tylko info o kropkowym temacie przewodnim, ale też o wskazówki nt. prezentów. No i były takie właśnie - drewniane, ekologiczne, edukacyjne, dla większych dzieci :-) Wszystkiego nie wymienię, ale dostała m.in. sorter, układanki, klocki, puzzle, domino, słonika, laptopa, garnuszek, sanki). No i pięknie ręcznie namalowany obraz z motywem afrykańskich zwierzątek - mój ulubiony afrykański klimat, no i całkiem przypadkowo, nawiązuje do ulubionej bajki Opowieści z Tinga tinga. Żadnych maskotek i niepotrzebnych rzeczy.
Była też wróżba dla niej, i w sobotę i w niedzielę - pieniądz, książka i krzyżyk, wybrała...krzyżyk, a potem pieniądze - w oba dni!! Interpretacja: będzie bogatą papierzycą :-) No to przepadło :-)
Generalnie - wszystko się udało!! Było cudownie superowo!! Wszystko tak jak sobie wymarzyłam...dla Małej oczywiście. Będę miała cudowne wspomnienia, a ona piękne pamiątki w postaci zdjęć i filmów.