Podróż z dzieckiem, w dzisiejszych czasach, to żaden problem. Wszędzie są udogodnienia dla rodziców, grunt to trafić na odpowiednią firmę przewozową/biuro podróży/hotel. Ja sama, co roku, odbywam szesnastogodzinny przejazd autokarem (moja mama z moimi młodszymi braćmi mieszka pod Szwajcarią, w Niemczech), zaczynałam z rocznym Kubą, a potem z dziesięciomiesięcznym Jankiem. Jak to w wypowiedziach powyżej, kwestia organizacji

Moje synki, dodatkowo, mają chorobę lokomocyjną, to jest to nieco łatwiejsze, bo dostają aviomarin i jest spokój, niestety lokomotivy i te inne wynalazki w przypadku chłopców nie zdają egzaminu. Uprzedzę od razu, Jasiowi kupowałam na zapas lek w u mamy. W Niemczech, nie wiem jak w innych krajach UE, aviomarin jest dostępny również w syropie oraz czopkach. Teraz już się łapie na pół tabletki. Ogólnie zasadę mam jedną, wsiadam w cokolwiek, co dowiezie mnie bezpośrednio, tak byliśmy teraz z przyjaciółmi nad morzem. Nie mam auta, to jestem zależna od pociągów i autokarów, ale dla dzieci to frajda
