Nie wiem dobita coś jestem. Pogoda mnie pogrąża- wy o upalach a ja z tych czterech ścian wyjść nie moge , ulewa, zimno, wiatr.. Byłam pewna, ze bedzie pogoda ładna po narodzinach małego i chociaz tak bedziemy sobie spedzac czas na dworku zamiast tu. A on lubi wózkiem tak jezdzic.. a tu sie poprotu nie da.
Do tego dziwne mamy te dni.. w nocy co 2 godziny jedzenie a od 4 rano równo co godzine. To w pół śnie- jak juz sie obudził to nagle od 8 ryk i szarpanie sie przy cycku. Totalnie tego nie rozumiem, no totalnie. Walczylam z nim caly dzien, wieczorem juz butla. Gazy mecza, chyba nic nie pomaga chociaz nie rozumiem czemu, wkoncu semeticon wiaze te gazy w wieksze latwiejsze do wydalenia, a tak duza dawke tego dostaje, czemu to nie dziala. Dzis pierwszy raz wyl juz przy prutaniu. Poprostu wył.
Ktos pisal, ze kolki.. Naprawde nie sadze..on nie ryczy jak to pisza nieprzerywanie.. Jak sie spłacze łatwo dosc go uspokoic, chyba, ze wlasnei te gazy ale to trwa pare minut spruta sie i jest ok. Pozatym ładnie "pokazuje" od dwóch dni, ze po jedzonku chce smoka, zamiast wisiec na cycku

Wiec tu jest zaleta jakas..
Jutro mam teściówkę może czasem chociaz wezmie i wyjde do lazienki na spokojnie odsapnąć..
Jutro tez sie okaze co z przeprowadzka..
Jak znowu nie wypali to ja nie wiem, spakuje bety i wroce chyba do polski bo dosc mam tego wszystkiego.