Popłakałam się ze śmiechu, brokat położył mnie na łopatki, reszta też bezbłędna.
U mnie też było wesoło. Najpierw mój mąż jak miałam skurcze takie, że mało nie gryzłam wanny, której się trzymałam robił mi zdjęcia i kazał się uśmiechać. Powiedziałam, mu, żeby się cieszył, że go nie mogę dosięgnąć bo się boję wstać.
W trakcie parcia zdarzyło mi się siusiu i zaczęłam przepraszać, na co lakarka: nie przepraszaj, przyj! I do położnej: proszę jaka grzeczna pacjentka.
Potem jak parłam lekarka do mnie: No pani Agnieszko, ostatni raz i mocno bo nam już pan doktor pediatra blednie( siedział na przeciwko mojego rozkroku), pomyślałam: to co z niego za pediatra, jeszcze zemdleje. Potem patrzę, a to czarnoskóry doktor prosto z Nigerii. Jak wychodził badać małą to pyta jak ma na imię, ja na to Karolinka, a on: Kalolinka, Kalolinka juz gada(darła się w niebogłosy), na co położna: no, nawet lepiej od pana doktora.