Hahahahahah
Boski watek!!!!
Mozna sie poryczec ze smiechu :-)
Ja tez mialam kilka smiesznych akcentow w trakcie porodu.
Najpierw jak mialam "porodowe objawy" dzwonie do wlasciciela kliniki i pytam co mam robic, on: "Natychmiast przyjezdzac", a ja na to:" To bede do 2 godzin, bo jestem nieprzygotowana i musze sie jeszcze wykapac i ogolic" :-)
Pozniej, juz w klinice, czekajac na parte (mialam ZZO, wiec nie czulam bolu, chodzilam po pokoju i gadalam przez telefon) - a byla 18:05 - gadam z siostra przez tel., wchodzi lekarka i mowi "Pani Sandro, idziemy rodzic", wiec ja do siostry: "Koncze, bo ide rodzic" :-) 18:20 Sara byla na swiecie :-) W sali bylam przed 19 i znowu dzwonie na tel. siostry, odbiera moja mama. Mowie: "Mamo...", a ta na mnie po cholere znowu dzwonie ??? A ja potulnie, ze chcialam tylko powiedziec, ze juz urodzilam :-)
A wczesniej na porodowce jak juz mialam Sarke na brzuchu mowie do lekarki :"Tak to moge rodzic co roku" i jak wychodzilam do domu to lekarka powiedziala mi na pozegnanie: "To widzimy sie za rok" :-) Na co moj facet zrobil dziwna mine :-)
A w ogole to mojemu chlopu, ktory byl wtedy na zgrupowaniu i wiedzial, ze mam termin dopiero za 6 dni, wyslalam smsa!!! z kliniki, ze juz dzisiaj bedzie nasza niunia na swiecie. Dopiero niedawno sie dowiedzialam, ze przez pol godziny nie wiedzial jak sie nazywa :-)