Fajny watek a historyjki jeszcze fajniejsze :-)Moj porod byl lekki, latwy i przyjemny i obfitowal w smieszne sytuacje :-) Ale juz wszystkiego nie apmietam. Oszolomila mnie chyba adrenalina a potem endorfiny i wszystko pamietam tak, jakbym byla wtedy na maksa napruta.Ale z tego, co pamietam.Po lewatywce natychmiast polecialam sobie do kibelka. Strasznie rozbolal mnie po niej brzuszek, wiec sobie postekalam z tego bolu na kibelku. Slyszala to laska, ktora rodzila kilka godzin wczesniej i pyta mnie z taka troska w glosie, czy mam skurcze z krzyza i czy mnie bardzo bola i dlatego tak sobie postekuje. Ja jej na to: sram!!!!Potem lezalam sobie troche pod ktg. Mialam juz konkretne skurczyki. Bolaly troche, ale byly do wytrzymania. Tylko bylam spokojna i skupiona, bo tak mi bylo najlepiej. Moj maz zaaferowany patrzyl w wydruk z ktg i za kazdym razem mnie informowal: "o mialas skurcz" , "o byl na 120", "o co 3 minuty masz skurcze". Wnerwilam sie po jakiejs godzince. Podziekowalam tylko grzecznie za informacje. I dodalam, ze gdyby nie on, to pewnie nie wiedzialabym, ze rodze ;-) (szkoda nawet komentowac, ale na poczatku niezle z niego lalam. Potem juz mnie to wnerwilo. szkoda, ze przez cala ciaze nie wyglaszal rownie "rozsadnych" i "potrzebnych" komentarzy, np: masz brzuch, jestes w ciazy, dziecko Cie kopnelo tak, ze Cie skreca) :-)Jak juz urodzilam mala i ja zabrali na wazenie i mierzenie, przyszla pora na rodzenie lozyska. Stanowczo odmowilam, bo... bolalo mnie kolano. Kazalam sobie rozlozyc lozko, zeby mi to kolano odetchnelo., W koncu mnie posluchali, ale.... wtedy lekarz mowi do mnie" wez sie do roboty, bo chyba nie chcesz miec ogona" i pokazuje mi pepowine nawinieta na takie szczypczyki wystajaco wiadomo skad ;-) Ja mu na to, ze w takim razie sie biore, bo po cholere mi taki ptaszek, co mi nie stanie a potem sobie uschnie i odpadnie.Potem malo pamietam, przeplakalm ze szczescia 2 godziny na tej salce do przeczekania. Mala sie na mnie zesralam. Ja sie w tym cala wymazalam :-)Na drugi dzien po porodzie pytalam lekarza, ile mam szwow, bo nie pamietam szycia. On mi na to :"40"!!!! (byly 4). Pewnie bylo wiecej smiesznych rzeczy. bo wiem, ze czesto lalismy, ale juz ich teraz nie kojarze.Chlop mi tylko wypomina, jak wszystkich zbesztalam, ze nie chce pic, bo sie zerzygam. Oni mnie podobno pytali, czy chce mi sie rzygac, ze tak mowie. Podobno twierdzilam, ze sie zerzygam, bo podczas porodu nie wolno pic i bede miala za to kare ;-)Wypomina mi takze to, ze ciagle kazalam mu klasc sobie na glowe recznik zamoczony w zimnej wodzie (na porodowce bylo makabrycznie goraco). Bylo mi jednak za malo tego zimna i wyslalam go po lody ;-) na szczescie nie posluchal ;-)Sorki za przydluga opowiesc, ale sie nazbieralo :-)